Marvel DOWIÓZŁ! “Punisher: Ostatnie starcie” to prawdziwa uczta – ale dlaczego tak krótko! RECENZJA
Sprawdzamy najnowszego “Punishera”, a do roli powraca legendarny Jon Bernthal. Jak wypada ten specjalny odcinek?
- ZOBACZ TEŻ: „Władca Pierścieni: Pierścienie Władzy” wraca z 3. sezonem! Jest data premiery na Prime Video
Wszystkie recenzowane filmy i seriale oglądamy na najnowszym telewizorze OLED z Dolby Vision / HDR10+ oraz w systemie audio Dolby Atmos. Dzięki temu widzimy każdy detal obrazu i wychwytujemy nawet drobne niedociągnięcia – tak, jak chciał tego reżyser. Nasze opinie są pełne szczegółów, które doceni każdy prawdziwy kinoman.
Specjalny odcinek “Punisher: Ostatnie starcie” jest dostępny na Disney+ w jakości 4K z HDR i z obsługą dźwięku przestrzennego Dolby Atmos.
Specjalny odcinek “Punisher: Ostatnie starcie” na Disney+ – nasza recenzja
Rzadko kiedy powrót kultowej postaci wzbudza tyle emocji co pojawienie się Franka Castle’a w samodzielnym projekcie. Ale “Punisher: Ostatnie starcie” to nie jest serial w tradycyjnym rozumieniu – to specjalny odcinek trwający kilkadziesiąt minut. Produkcja miała jedno zadanie: przypomnieć światu, dlaczego Jon Bernthal jest jedynym słusznym Punisherem. I w dużej mierze to zadanie wykonuje.
Historia zaczyna się w miejscu, gdzie skończyła się większość dotychczasowych opowieści o Franku Castle’u. Bohater zamknął rachunek z każdym, kto był odpowiedzialny za śmierć jego rodziny, i po raz pierwszy od lat stoi przed pytaniem, które go dosłownie rozsadza od środka: co teraz? Produkcja zastaje bohatera w stanie psychicznego rozkładu: jest przestraszony, bezcelowy i osaczony przez bliskich, których już nie ma.
Spokój nie trwa długo. Do akcji wkracza Ma Gnucci, matka przestępczego klanu, której rodzinę Frank wymordował podczas wcześniejszych wydarzeń. Grana przez Judith Light antagonistka wystawia za głowę Castle’a nagrodę, ściągając na ulice Nowego Jorku armię najemników i kryminalistów. Akcja rozgrywa się w mało eksploatowanych do tej pory w serialach zakątkach Nowego Jorku: w Little Italy na Bronksie oraz w projektach mieszkaniowych Queens i Brooklynu, co samo w sobie nadaje całości niepowtarzalny, brudny klimat.
Zachęcamy do sprawdzenia naszych recenzji najnowszych filmów i seriali w kinach oraz na VoD:
- ZOBACZ: Ten serial oferuje emocje, o jakie dziś trudno w telewizji! “Prisoner” na SkyShowtime – RECENZJA
- ZOBACZ: Recenzja filmu “Sprawiedliwość owiec” – wielkie kinowe zaskoczenie!
- ZOBACZ: Recenzujemy specjalny odcinek serialu “The Bear”! “Gary” zaskoczył fanów
- ZOBACZ: RECENZJA filmu Mortal Kombat 2 – zdania są podzielone!
- ZOBACZ: Soczysty thriller, który podbija Netflix! Żadnego rozczarowania?
Bez ogródek: Bernthal jest tutaj absolutnie doskonały. Na tym etapie jego znajomość z postacią jest tak głęboka i precyzyjna, że trudno wyznaczyć granicę między aktorem a rolą Bernthal po prostu jest Frankiem Castle’em. W scenach psychologicznych, gdy Frank rozmawia wewnątrz własnej głowy lub przygląda się sobie w lustrze, aktor prezentuje poziom , jakiego nie pokazywał od czasu swojego debiutu w “Daredevilu”. Jego charakterystyczny ryk w sekwencjach walki ma w sobie coś pierwotnego i absolutnie porywa.
Ale Judith Light jako Ma Gnucci dostaje za mało czasu ekranowego, biorąc pod uwagę jak intrygującą jest antagonistką, jej rola mogłaby chyba unieść pełnoprawny sezon serialu. Andre Royo, znany z roli Bubblesa w “The Wire”, pojawia się w skromnym, ale dobrze napisanym epizodzie, który na szczęście ma swoje fabularne znaczenie. Jason R. Moore powraca jako Curtis Hoyle, wierny przyjaciel Castle’a, pomaga połączyć erę Netflixa z nowym rozdziałem w MCU.
Reinaldo Marcus Green, który ma na koncie takie filmy jak “King Richard: Zwycięska rodzina” czy “Bob Marley: One Love”, nie budził w nas dużyc nadziei, ale przenosi się w zupełnie inne rejony gatunkowe zaskakująco sprawnie. Jego reżyseria w scenach akcji jest precyzyjna i pozbawiona tandety: kamery są blisko ciała Bernthala, choreografia walki bazuje na praktycznych efektach, a CGI pojawia się rzadko i dyskretnie. Efekt jest taki, że przemoc niesie za sobą ciężar i konsekwencje – czuć każdy cios, każdy upadek – czyli zgodnie z tym, czego oczekujemy od “Punishera”.
Wizualnie produkcja czerpie garściami z estetyki serii Netfliksa, co jest oczywiście komplementem dla serialu. Ta mroczna kolorystyka, głęboka czerń, nastrojowe cienie nadają obrazowi charakter niemal noir. Praca Elswita (od zdjęć) widoczna jest szczególnie w ujęciach z tak zwanej “handheld camera”, czyli kręceniu z ręki, co towarzyszy Frankowi w momentach wewnętrznego chaosu. Obraz drży razem z bohaterem, wizualizując jego rozpad psychiczny.
Muzyka często schodzi w tło, pozostawiając przestrzeń dla dźwięków otoczenia: odgłosów ulic Bronksu, strzelanin, urywków rozmów. Miks dźwięku w bardzo dobry sposób odzwierciedla kondycję psychiczną Franka. Gdy wybuchają sceny akcji, całe audio eksploduje z ogromną siłą – warto mieć naprawdę dobry sprzęt albo mocne słuchawki. “Punisher: Ostatnie starcie” to produkcja, która w technicznym wymiarze równa do poziomu filmowego, nie telewizyjnego. Oglądanie jej na dużym ekranie z HDR-em i w systemie audio z przestrzennymi głośnikami to zupełnie inne doświadczenie niż seans na laptopie. To serial, gdzie warstwa wizualna z głęboką czernią i niską ekspozycją wymaga telewizora z dobrą reprodukcją czarnych fragmentów ekranu – na przeciętnym sprzęcie można po prostu nie zobaczyć detali, które tworzą tę atmosferę.
Nie możemy jednak przemilczeć słabości. Największą z nich jest format. Około 45 minut to zbyt mało dla tak złożonego bohatera jak Punisher. Opowieść sprawia wrażenie wyrwanej ze środka większego projektu – brakuje jej solidnego pierwszego i trzeciego aktu. Finał następuje dlatego, że czas dobiegł końca, nie dlatego, że historia go osiągnęła. Scenariusz ma też problemy z subtelnością – halucynacje i retrospekcje dotyczące tragicznie zaginionej rodziny Castle’a pojawiają się tak często i tak dosłownie, że tracą po pewnym czasie emocjonalny ładunek.
Jon Bernthal dostarcza tu być może najlepszy swój występ jako tytułowa postać, a Reinaldo Marcus Green udowadnia, że potrafi zrealizować akcję z filmowym rozmachem. Chcecie brutalnego, emocjonalnego, technicznie dopracowanego komiksu w wersji serialowej? Dostaniecie to w czterdziestu pięciu minut. Chcecie kompletnej historii z początkiem, środkiem i końcem? Tego nie dostarcza jednak „Ostatnie starcie”. Ale Bernthal jest tak genialny, że nawet w krótkiej wersji tak dobrego materiału robi ogromne wrażenie.
Zobacz więcej:
- Prime Video: Nowych odcinków jeszcze nie ma, a już zamówili kolejny sezon! To największy hit platformy
- Wielka nowość Marvela od DZIŚ na Disney+! Ten film błyskawicznie podbije świat
- Wreszcie na Netflix! Potężne widowisko Ridleya Scotta dostępne w abonamencie
- Ten serial oferuje emocje, o jakie dziś trudno w telewizji! “Prisoner” na SkyShowtime – RECENZJA
- Netflix: to największe hity lata? Gigant promuje 4 nowości, które musisz sprawdzić!


