“Projekt Hail Mary” przekracza wszystko, czego można było się po nim spodziewać! RECENZJA
Są filmy, na które czekamy latami, i które potem rozczarowują swoim ciężarem własnych oczekiwań. „Projekt Hail Mary” jest dokładnym przeciwieństwem – to produkcja, która nie tylko spełnia, ale i przekracza wszystko, czego można było się po niej spodziewać.
Wszystkie recenzowane filmy oglądamy osobiście i przedpremierowo w kinach. Nasze opinie bazują na latach doświadczeń i są pełne szczegółów, które doceni każdy prawdziwy kinoman.
Film “Projekt Hail Mary” – prawdziwy SZTOS, czyli wszystko poszło tak, jak powinno. Recenzja!
Historia zaczyna się od tego, gdy nauczyciel szkolny i doktor biologii molekularnej, Ryland Grace (Ryan Gosling), budzi się sam na pokładzie statku kosmicznego, nie wiedząc, kim jest ani jak tam trafił. Jego pamięć stopniowo powraca w retrospekcjach – dowiadujemy się, że Słońce powoli umiera z powodu tajemniczego mikroorganizmu pochłaniającego jego energię, a Grace jest ostatnią deską ratunku dla całej ludzkości. Wysłany w okolice odległej gwiazdy Tau Ceti w misji samobójczej z definicji, napotyka coś, czego nikt się nie spodziewał: nie jest sam w kosmosie.
Twórcy zdecydowali się na niechronologiczne przedstawienie wydarzeń. Przeskakiwanie między życiem na statku a wspomnieniami z Ziemi to świetne rozwiązanie, które naprawdę wciąga. Flashbacki nie są tu wypełniaczem, lecz dają nam pełny obraz tego, jak doszło do misji i budują napięcie za pomocą informacji, których nie posiada sam główny bohater. To jeden z tych rzadkich przypadków, gdy casting wydaje się wręcz kosmicznie trafiony. Gosling przez sporą część filmu gra dosłownie sam: bez partnerów w kadrze, bez kogoś, od kogo mógłby odbijać emocje.
Zachęcamy do sprawdzenia naszych recenzji najnowszych filmów i seriali w kinach oraz na VoD:
- ZOBACZ: Magnetyczna Kidman i realizacja techniczna na poziomie Premium! Recenzujemy serial “Scarpetta” – gdzie oglądać?
- ZOBACZ: Coś MEGA MOCNEGO dla fanów Predatora. Wielki filmowy hit czeka na Netflix!
- ZOBACZ: Serial “Rooster” na HBO Max – Steve Carell w życiowej formie! RECENZJA
- ZOBACZ: Prawdziwa jazda bez trzymanki, która dostarcza mnóstwa skrajnych emocji. Oceniamy film “Dobry chłopiec”!
- ZOBACZ: HBO Max zaskoczyło. Takiego serialu jeszcze nie było! O czym jest “Chętni na seks”?
Radzi sobie z tym zadaniem fenomenalnie, balansując między komedią a dramatem, nie przesadzając w żadną ze stron, a dobrze przedstawiając skrajne stany. Grace jest postacią, przy której nie można się nudzić nawet gdy monologuje o astrofizyce. Sandra Hüller jako Eva Stratt, czyli surowa i twarda szefowa projektu, stanowi idealny kontrast dla pełnego luzu Goslinga. Jej występy w częściach dziejących się na Ziemi wprowadzają do filmu powagę. Gwiazda znana z hitu „Anatomia upadku” po raz kolejny pokazuje klasę, udowadniając, że potrafi zmienić każdą swoją rolę w coś absolutnie wyjątkowego i magnetycznego.
Nie możemy nie poświęcić osobnego akapitu stworzeniu, które całkowicie skradło nasze serca. Rocky to obcy z układu Tau Ceti, którego Grace napotyka w kosmosie. To pająkopodobna istota, komunikująca się dźwiękami, bez możliwości mówienia ludzkim głosem – a jednak jest to jedna z najbardziej charyzmatycznych i emocjonalnych postaci, jakie widzieliśmy na ekranie od lat. Chemia między Goslingiem a Rocky’m jest absolutnie przekonująca, w dużej mierze dlatego, że twórcy postawili na hybrydowne podejście do jego kreacji: fizycznie skonstruowany model z drukarki 3D, animatroniki na planie, a dopiero na końcu efekty cyfrowe studia Framestore. Efekt jest piorunujący – Rocky jest prawdziwy, i to czuć w każdej scenie.
Duet reżyserski odpowiedzialny za „Lego Movie” i filmy o Spider-Versie tym razem bierze się za twardy hard sci-fi – i wychodzi z tej konfrontacji zwycięsko, choć nie bez potknięć. Lord i Miller mają wyjątkowy talent do utrzymywania lekkości bez trywializowania tematu. Śmierć słońca, koniec ludzkości, misja bez powrotu – z tym wszystkim w tle, skonstruowali naprawdę ciepłą i wciągającą historią w dalekim kosmosie. Pewne uproszczenia fabularne i momentami zbyt oczywista konstrukcja emocjonalna to jednak chyba jedyne większe zarzuty, jakie można postawić tej superprodukcji.
„Projekt Hail Mary” to film stworzony z myślą o wielkim ekranie, i żaden domowy setup, choćby najdroższy, nie odda tego, co funduje sala IMAX. Zdjęcia i kadry Greiga Frasera, nagrodzonego Oscarem za film „Diuna”, są tutaj wprost niesamowite. Rezygnacja z zielonego ekranu na rzecz fizycznie zbudowanych dekoracji i praktycznego oświetlenia sprawia, że obraz ma tak rzadką autentyczność w dzisiejszym kinie sci-fi. Kadry wnętrza statku robią gigantyczne wrażenie, tym bardziej że na YouTube można zobaczyć je za kulisami. Są genialne! W formacie IMAX 70mm sceny kosmiczne rozgrywają się w proporcji 1.43:1, wypełniając cały ogromny ekran, podczas gdy retrospekcje ziemskie przechodzą w węższy kadr – bardzo dobry wybór, przypominający to, jak tylko sceny na Księżycu w “Pierwszym człowieku” były pokazane w proporcjach IMAX-a. Efekt jest imponujący.
„Projekt Hail Mary” to film, który udaje się sporadycznie raz na kilka lat. Wielki, spektakularny blockbuster, który jednocześnie jest mądry, zabawny i szczerze wzruszający. Trochę przypomniało nam to nawet lata 90. gdy debiutowały “Dzień niepodległości” czy “Armageddon”.
Zobacz więcej:
- Disney ujawnia swoje plany na 2028 rok. Przygotujcie się na dwie olbrzymie premiery!
- A oto i one – wścibskie dzieciaki! Tak prezentuje się obsada serialowego “Scooby-Doo” od Netflixa
- Zdobywca Oscara na szczycie listy TOP 10 HBO Max w Polsce! Pewnie nawet nie wiesz, że tam jest!
- Gwiazdorskie nazwiska w 4. sezonie „Białego Lotosu”! Obsada zdecydowanie nie zawiedzie!
- Netflix za chwilę da Ci nowe Stranger Things, ale najpierw wejdzie do… kin! Ekskluzywne pokazy początku serialu



