Nowa adaptacja kultowego westernu – czy Netflix dowiózł “Domek na prerii”? RECENZJA
Wydawało się, że nowa wersja takiego klasyka to samograj. Niestety, Netflix nie dokonał chyba dobrego wyboru i “Domek na prerii” zaskakuje.
- ZOBACZ TEŻ: Francuski fenomen na Netflix! Premiera tego filmu przebiła skalę – dlaczego włącza to teraz każdy?
Wszystkie recenzowane filmy i seriale oglądamy na najnowszym telewizorze OLED z Dolby Vision / HDR10+ oraz w systemie audio Dolby Atmos. Dzięki temu widzimy każdy detal obrazu i wychwytujemy nawet drobne niedociągnięcia – tak, jak chciał tego reżyser. Nasze opinie są pełne szczegółów, które doceni każdy prawdziwy kinoman.
Serial “Domek na prerii” jest dostępny na Netflix w jakości 4K HDR z obsługą dźwięku przestrzennego Dolby Atmos.
Serial “Domek na prerii”, czyli nowa adaptacja od Netflix – warto obejrzeć? Nasza recenzja
Nowa adaptacja „Domku na prerii” od Netflixa to serial, który miał być powrotem do przyjemnej, znanej nam historii, ale po obejrzeniu mamy bardzo mieszane uczucia. Za projekt odpowiada Rebecca Sonnenshine, a producentem wykonawczym jest syn człowieka, który stworzył słynny oryginał z lat 70., więc wydawało się, że wszystko, co powinno stanowić o sile serialu jest na swoim miejscu. Tym bardziej, że tym razem fabuła przenosi nas do Kansas i jest bliższa temu, co znamy z książek Laury Ingalls Wilder, niż do znanej wielu osobom wersji z Walnut Grove w Minnesocie ze starego serialu.
Akcja dzieje się krótko po wojnie secesyjnej, w czasach gdy Stany Zjednoczone dopiero starały się poukładać na nowo. Główny wątek skupia się na przeprowadzce Ingallsów do miejscowości Independence, gdzie rodzina próbuje zacząć od zera. Największym wyzwaniem i jednocześnie najbardziej dyskusyjnym punktem serialu jest fakt, że ziemia, na której osiedlają się bohaterowie, należy do plemienia Osagów. Twórcy bardzo chcieli podejść do tematu kolonizacji z odpowiednią wrażliwością, dlatego zatrudnili konsultantów i poświęcili więcej uwagi rdzennym Amerykanom. Mimo to efekt końcowy jest niejednoznaczny, bo z jednej strony widać starania o prawdę historyczną, a z drugiej serial wciąż mocno podkręca “amerykański sen”.
Zachęcamy do sprawdzenia naszych recenzji najnowszych filmów i seriali w kinach oraz na VoD:
- ZOBACZ: Warto było czekać na 3. sezon! “Silos” – RECENZJA nowych odcinków hitu Apple TV
- ZOBACZ: To jeszcze Enola Holmes, czy już Sherlock? RECENZJA ostatniej, 3. części hitu Netfliksa!
- ZOBACZ: Jedna z ciekawszych propozycji kinowych na “teraz”! “Zaproszenie” – RECENZJA
- ZOBACZ: “Supergirl” to nie jest film dla każdego! Nasza recenzja kinowej nowości DC
- ZOBACZ: “Toy Story 5”, czyli 30 lat po pierwszej części. Czy to powinno dalej trwać? NASZA RECENZJA
W głównych rolach występują Luke Bracey jako Charles i Crosby Fitzgerald jako Caroline. Jednak to młoda Alice Halsey, wcielająca się w rolę Laury, kradnie całe show i jest zdecydowanie najjaśniejszym punktem obsady. Choć cała ekranowa rodzina wydaje się ze sobą zgrana, czasami mieliśmy wrażenie, że chemia między postaciami jest gaszona przez zbyt słodki i wyidealizowany scenariusz. Warto zauważyć, że za reżyserię wszystkich odcinków pierwszego sezonu odpowiadają kobiety. Dzięki temu relacja między rodzicami wygląda inaczej niż w oryginale – to Caroline staje się tą silniejszą i bardziej decyzyjną osobą w związku. To może być ciekawe i nowoczesne podejście, choć niektórzy na pewno będą uważać, że to kolejna próba przypodobania się współczesnym widzom za wszelką cenę.
Pod względem wizualnym serial wygląda przepięknie, choć to wcale nie musi być tylko zaleta. Zdjęcia prerii przypominają stare obrazy i robią duże wrażenie, ale przez to życie pionierów wydaje się zbyt czyste i estetyczne, niemal jak z Instagrama, co odbiera mu surowy, prawdziwy charakter. Nie pomagają w tym, paradoksalnie, atuty techniczne, bo produkcja dysponuje wszystkim, co najlepsze, od Dolby Vision po Dolby Atmos, ale całość nie oferuje tej surowości życia w tamtych czasach, lecz wydaje się być wręcz wypolerowana na potrzeby ekranu . Muzyka jest przyjemna i buduje nostalgiczny klimat, ale nie zapada w pamięć jako coś wyjątkowego, co też jest zmarnowaną szansą, bo melodie z klasyka sprzed kilku dekad nucili w pewnym momencie wszyscy.
Nowy “Domek na prerii” ma swoje mocne strony, zwłaszcza świetną grę młodych aktorów i piękne widoki. Największą słabością jest jednak niezdecydowanie twórców co do tonu produkcji i mimo wszystko brak (zapowiadanej) spójności z książką. Serial próbuje być jednocześnie poważną opowieścią o trudach przetrwania oraz lekką historią dla całej rodziny, przez co brakuje mu wyrazistości, jest niekonkretny i miesza różne nastroje. Często wydaje się też dość smutny, co mogłoby być uzasadnione, gdyby pojawiały się refleksje lub przemyślenia, ale brakuje tego. W naszej ocenie to produkcja, która zadowoli przede wszystkim fanów familijnych dramatów i szukających nostalgii (szczególnie po starym serialu), ale raczej zawiedzie osoby, które liczyły na odważniejsze i bardziej krytyczne spojrzenie na historię Dzikiego Zachodu. Netflix już zdecydował o powstaniu drugiego sezonu, więc rodzina Ingallsów jeszcze do nas wróci. Oby w lepszej formie.
Zobacz więcej:
- Miał 100% pozytywnych ocen, ale to nie wystarczyło. Doceniony serial Prime Video skasowany po 1. sezonie!
- Francuski fenomen na Netflix! Premiera tego filmu przebiła skalę – dlaczego włącza to teraz każdy?
- Nie jest dobrze – najnowszy film Disneya może się okazać potężną katastrofą! Są opinie ekspertów
- 11 nominacji do Emmy – Prime Video skrywa absolutny serialowy hit o Spider-Manie!
- “Dżentelmeni” powracają na Netflixa! Kiedy premiera?



