To największa nowość na Disney+. Ten film pobił całą serię Toy Story i Punishera!
Czy zasłużenie? No nie. Chyba, że sformułowanie “dla fabuły” też może zasłużyć na to miano.

Król dopalaczy jest aktualnie najchętniej oglądanym filmem na polskim Disney+. Moje pytanie brzmi – czemu to sobie robimy?
Czyżby wszystko wynikało z faktu, że polskie premiery filmowe prosto z kina na Disney+ trafiają niebywale rzadko? A może to zwykła ciekawość? Albo jesteśmy po prostu masochistami? A może, tylko może, uwielbiamy oglądać ironiczne złe rodzime produkcje? Mam szczerą nadzieję, że ten ostatni powód jest przy okazji tym najważniejszym.

Sam obejrzałem Króla dopalaczy wczorajszego wieczoru i cóż mogę rzec – to, że ja sobie to zrobiłem wcale nie oznacza, że wy też musicie. No chyba, że dla śmiechu i w gronie znajomych.
Właśnie dlatego seans w domowym zaciszu może okazać się znacznie przyjemniejszy od tego, którego moglibyście doświadczyć w kinie. Teraz będziecie mogli bowiem komentować potencjalne ekranowe głupotki na bieżąco i to pełnym głosem. Czego chcieć więcej? No nie wiem, może dobrego filmu? Poza Tomaszem Włosokiem (Piosenki o miłości) na ekranie zobaczycie również Vanessę Aleksander (The Office PL), Łukasza Simlata (Rojst), Agnieszkę Grochowską (Kos), Janusza Chabiora, ale przez jakieś 15 sekund (Kołysanka) oraz Jana Frycza (Ślepnąc od świateł). Za reżyserię filmu odpowiada Pat Howl, który jest Polakiem, ale nieco się tego wstydzi. Jeżeli lubicie historię z gatunku “od zera do milionera i z powrotem do zera”, to możecie podjąć się seansu Króla dopalaczy. Czy powinniscie? W żadnym wypadku. Ale możecie i tak.
Źródło: Disney+
Zobacz więcej:
(148)