Powrót Bridget Jones po latach nie mógł przejść bez echa. Nasza recenzja “Szalejąc za facetem”!
Powrót Bridget Jones po latach nie mógł przejść bez echa. “Bridget Jones: Szalejąc za facetem”, czwarta odsłona kultowej serii, to film, który z jednej strony pieści nostalgią i znanymi motywami, z drugiej zaś zaskakuje dojrzałością i melancholijnym tonem. Czy to udane połączenie?
Film “Bridget Jones: Szalejąc za facetem” – czy warto obejrzeć w kinie? Recenzja
Renée Zellweger ponownie wciela się w kultową postać Bridget Jones, tym razem zmagającą się z wyzwaniami macierzyństwa, żałoby i… Tindera. “Bridget Jones: Szalejąc za facetem”, czwarta odsłona serii, to film, który z pewnością wywoła mieszane uczucia wśród fanów. Z jednej strony oferuje znajomy komfort i ciepło, z drugiej – wprowadza do świata Bridget nutę melancholii i dojrzałości, która może zaskoczyć niektórych widzów.
Jednym z największych atutów filmu jest bez wątpienia kreacja Renée Zellweger. Aktorka po raz kolejny udowadnia, że rola Bridget jest dla niej jak druga skóra. Zellweger z niesamowitą naturalnością oddaje zarówno niepewność, jak i siłę bohaterki, która wkracza w nowy etap swojego życia. Jednak tym razem Bridget nie jest już tą samą nieporadną singielką, którą poznaliśmy dwadzieścia lat temu. Jest matką, wdową, kobietą, która mierzy się z bólem i stratą, a jednocześnie próbuje odnaleźć szczęście i miłość. Ale ten dojrzały ton filmu może być również jego wadą. “Szalejąc za facetem” jest zdecydowanie bardziej melancholijny i refleksyjny niż poprzednie części. Śmierć Marka Darcy’ego, o której dowiadujemy się na początku filmu, kładzie się cieniem na całej historii. O ile film porusza ważny temat radzenia sobie ze stratą, to fani oczekujący lekkiej i beztroskiej komedii mogą poczuć się rozczarowani.
Na szczęście, “Szalejąc za facetem” nie jest pozbawiony humoru. Hugh Grant powraca jako Daniel Cleaver, wnosząc do filmu dawkowany z umiarem cynizm i cięty dowcip. Chemia między Zellweger i Grantem wciąż jest wyczuwalna, a ich wspólne sceny należą do najzabawniejszych w filmie. Niestety, sam wątek Daniela jest w pewnym sensie przewidywalny i nie wnosi nic nowego do znanej nam dynamiki między bohaterami. Film stara się również nawiązać do współczesności, wprowadzając wątki związane z aplikacjami randkowymi i mediami społecznościowymi. Niestety, te próby wypadają czasami sztucznie i nie do końca pasują do klimatu serii. Zdecydowanie lepiej wypadają subtelne nawiązania do oryginalnego filmu, które z pewnością docenią starsi fani Bridget Jones.
Czwarta część to film z pewnością posiadający dobrze widoczne wady. Brakuje mu szaleństwa i nieprzewidywalności, które charakteryzowały poprzednie części. Jest bardziej refleksyjny i skupiony na emocjach niż na komediowych gagach. Mimo to, film oferuje ciepłą i wzruszającą historię o miłości, stracie i odnajdywaniu siebie na nowo. Renée Zellweger wciąż błyszczy w roli Bridget, a film stanowi godne, choć nieco melancholijne, pożegnanie z ukochaną bohaterką. Warto również wspomnieć o roli Chiwetela Ejiofora, który wciela się w nowego potencjalnego partnera Bridget. Aktor wnosi do filmu powiew świeżości, a jego relacja z Bridget jest ciekawa i nieoczywista. “Bridget Jones: Szalejąc za facetem” to film, który nie będzie mieć jednoznacznego odbioru wśród fanów. Jedni docenią jego dojrzałość i emocjonalną głębię, inni będą tęsknić za lekkością i humorem poprzednich części. Ale jedno jest pewne – Bridget Jones wciąż potrafi nas zaskoczyć.
Zobacz więcej:
- Netflix podnosi CENY! Ile zapłacimy?
- Szukasz idealnego filmu na niedzielny wieczór? Mamy 3 GIGA propozycje na DZIŚ od Max!
- Polski FILM podbija światowy Netflix! “Obciach roku”
- ORŁY 2025: Poznaliśmy listę nominowanych! Jest wyraźny faworyt
- Viralowy film, który PODBIJA polskie kina. „Głębia niełatwej miłości”


