Jeden z najgłośniejszych horrorów roku już na Disney+! Ale czy to dobrze…?
Odpowiem krótko – no, nie do końca. Ale wszystko po kolei. Sprawdźmy, jak w ogóle do tego doszło!

Rzeczona produkcja nosi tytuł Obłęd (org. Psycho Killer) i pojawiła się na Disney+ wczoraj, bez większych fanfar. I nie bez powodu!
Dlaczego jest to zatem jeden z najgłośniejszych horrorów roku? A no z tego powodu, że w momencie swojej premiery w amerykańskich kinach (a więc w lutym tego roku), film mógł poszczycić się 0% pozytywnych recenzji. Nie żartuję. Okrągłe 0 w serwisie RT. Jakby tego było mało, nie obejrzał go wtedy praktycznie nikt, produkcja wtopiła zatem grube miliony i szybko urosła do rangi internetowego żartu. A teraz, dzięki uprzejmości Disney+ możemy wreszcie obejrzeć ją w Polsce! Huraaa!

Jakby tego było mało, scenariusz do Obłędu napisał pan, który stworzył wcześniej skrypt do Siedem Davida Finchera!
Czy Psycho Killer to rzeczywiście tak zły film, jak go malują? Otóż – tak. I zarazem nie. Nie zrozumcie mnie źle, jest on dość koszmarny, na co wpadniecie już w trakcie fatalnie zrealizowanego openingu w towarzystwie śniegu i ze znikającymi co chwila samochodami jeżdżącymi w kółko. Mimo to, nie jest to bynajmniej w żadnym wypadku najgorszy horror w dziejach kina, ani nawet w tym roku. Na swoją złą sławę zasłużył jednak w 100%. Dzięki premierze na Disney+ udało mu się jednak nieco zrehabilitować. W tym momencie ma on bowiem aż 9% pozytywnych recenzji od krytyków i 36% od widzów. Kto wie, może przekonamy się do niego za kilka lat?

Mimo to, Psycho Killer pozostaje jednym z najgorzej ocenianych filmów grozy w dziejach kina.
Produkcja opowiada o policjantce z prowincji, która po zostaniu naoczną świadkinią śmierci swojego męża (także policjanta) rzuca wszystko w diabły i wyrusza w pogoń za zamaskowanym mordercą, który pozbawił go życia. I przy okazji jakiś tuzin innych osób. W tle znajdują się naturalnie wątki satanistyczne, historyczne, muzyczne i… ekologiczne. Bo jak gdyby, czemu nie? Fabuła kupy się tu nie trzyma, a klamra fabularna wygląda, jakby ktoś wyjął ją psu z paszczy. Nadal nie jest to jednak tak koszmarnie zły film, jak rysowały to na początku roku amerykańskie media. Jeśli jesteście odważni (albo jak ja, nie szanujecie swojego czasu wolnego), to sądzę, że możecie zmierzyć się z tą produkcją w domowym zaciszu za pośrednictwem Disney+. Szczególnie jeśli zawsze chcieliście dogryźć głównemu bohaterowi Mechanicznej pomarańczy Stanleya Kubricka.
Źródło: Disney+
Zobacz więcej: