“Predator: Strefa zagrożenia” pokazuje, że warto wracać do znanych serii! RECENZJA
Nareszcie mamy do czynienia z nową, świeżą odsłoną kultowego franczyzowego cyklu, który przeżywa drugą młodość. “Predator: Strefa zagrożenia” pokazuje, że warto wracać do znanych serii!
Wszystkie recenzowane filmy oglądamy osobiście i przedpremierowo w kinach. Nasze opinie bazują na latach doświadczeń i są pełne szczegółów, które doceni każdy prawdziwy kinoman.
Recenzja filmu “Predator: Strefa zagrożenia”. Już w kinach!
Nowy film, więc kompletnie nowa fabuła. Ta koncentruje się na młodym Predatorze o imieniu Dek, który jest wykluczony z plemienia jako najsłabszy i najmniejszy spośród nich. Dek, chcąc udowodnić swoją wartość i zdobyć uznanie, wyrusza na niebezpieczną planetę Genna, zwanej Śmiercionośną, aby zmierzyć się z niepokonanym stworzeniem Kaliskiem. Ale nie stanie do walki sam – towarzyszy mu tajemnicza androidka Thia, grana przez Elle Fanning. Niby nic wielkiego, ale pomysł na historię w tym świecie jest, naszym zdaniem, naprawdę ciekawy.
Tym bardziej, że fabuła “Predator: Strefa zagrożenia” rozwija się rzeczywiście dynamicznie. Film skutecznie łączy elementy science fiction, akcji i przygody, a w dodatku wprowadzony jest bardziej osobisty wątek dojrzewania Deka oraz jego skomplikowanej relacji z rodziną i sojusznikami. Debiutujący w tak dużej roli Dimitrius Schuster-Koloamatangi tworzy wiarygodnego i złożonego bohatera, który wzbudza sympatię i współczucie. Elle Fanning, w podwójnej roli androida Thii i jej lodowatej siostry Tessy udowadnia swój niemały talent aktorski pokazując dwie różne, skomplikowane postacie.
Przeczytaj również inne nasze recenzje nowości z ostatnich dni i tygodni:
- ZOBACZ: Recenzujemy film “Anioł stróż” – nową komedię z Keanu Reevesem! Kolejny sukces?
- ZOBACZ: Serial “Lazarus” – oceniamy hicior Prime Video! Harlan Coben stworzył coś wielkiego?
- ZOBACZ: Recenzujemy 2. sezon serialu “Nikt tego nie chce” od Netflix! Wreszcie koniec czekania
- ZOBACZ: Intensywny, przemyślany i aktualny – znakomite kino! Oceniamy film “Dom pełen dynamitu” na Netflix
Reżyser Dan Trachtenberg, znany z bardzo dobrze odebranego “Prey”, umiejętnie balansuje tutaj między klasycznym klimatem „Predatora” a nowocześniejszym podejściem i narracją. Co ważne, tworzy historię, która nie tylko oferuje efektowne sceny akcji, ale też cały czas buduje napięcie poprzez zarysowanie relacji bohaterów i ich motywacji. Choć film trzyma wysoki poziom, to jednak zdarzają się momenty, gdy ton produkcji jest nieco niespójny, a to może rozpraszać. Szybkie przejścia od dość humorystycznych, lekkich scen po brutalne starcia i momenty głębszego dramatu nie zostały wystarczająco dobrze… wygładzone.
Ale pod względem technicznym film zachwyca. Widzimy surowy, nieprzyjazny krajobraz planety Genna, w którym każdy detal, od błota po futurystyczne technologie, jest oddany realistycznie i z dużą dbałością o szczegóły. Ekran w IMAX pozwala na szerokie, panoramiczne ujęcia, które robią wrażenie przestrzenią i skali świata przedstawionego. Na to naprawdę patrzy się z dużym zdumieniem i zachwytem, bo nieznany nam bliżej świat został wykreowany i zbudowany w niesamowicie wiarygodny sposób. Dźwięk jest kolejnym atutem filmu: to prawdziwe bogactwo efektów, od ryku bestii, przez mechaniczne dźwięki broni, po szmery naturalnego środowiska. W pamięć zapadają sceny z walką Dek z potworem Kaliskiem – choreografia jest dynamiczna i przemyślana. Kamera bywa zarówno statyczna, dając nam chwilę na obserwację detali, jak i bardzo dynamiczna podczas biegu czy ataku, co dobrze balansuje całość. CGI w całym filmie robi dobre wrażenie. Można dostrzec pewne niedociągnięcia, ale w ogólnym rozrachunku jest to produkcja, która nie zawiedzie nas pod kątem efektów specjalnych. Robi wrażenie natomiast pomysłowość twórców pod kątem kreacji świata, potworów, “roślin” – ta sama planeta może być miejscem akcji kilku dobrych filmów.
Powtórzymy się, ale “Predator: Strefa zagrożenia” to film, który faktycznie zaskakuje świeżością i energią, ale nie zapominając o swoich (serii) korzeniach. To skuteczna opowieść o dojrzewaniu, honorze i przetrwaniu z bardzo wyrazistymi bohaterami, a także doskonałą stroną wizualną i dźwiękową. Mimo pewnych zgrzytów narracyjnych, produkcja Dan Trachtenberga zasługuje na uwagę wszystkich fanów serii oraz miłośników dobrze nakręconego kina akcji (science fiction). Najlepiej oglądać na możliwie największym ekranie.
Film można oglądać w polskich kinach od piątku 7 listopada.
Zobacz więcej:
- Wyczekiwany „Pluribus” od dziś na Apple TV! Serial twórców „Breaking Bad” ma 100% pozytywnych ocen
- Nowość dla klientów Vectry. Włączono dostęp do pakietu „Kanały TV i Sport” w HBO Max!
- Tak teraz będzie wyglądać Apple TV+. Nowa nazwa i wygląd serwisu streamingowego
- Dziś na Disney+ wielka premiera! Potężny HIT jest już dostępny
- 14 listopada na Disney+ zadebiutuje świąteczna nowość. Ten film może być hitem!



