W styczniu w kinach, a dziś na HBO Max – głośny horror nowym numerem 1!
Produkcja zadebiutowała w serwisie w piątek, jednak biorąc pod uwagę fakt, że ostatnie dwa dni były nad wyraz słoneczne, a deszcz dopadł nas dopiero dziś, istnieje duże prawdopodobieństwo, że tytuł mógł przejść pod waszymi radarami. A niedzielny wieczór trzeba przecież jakoś zaplanować!

28 lat później – Część 2: Świątynia kości to aktualnie najchętniej oglądany film na HBO Max w Polsce. A z pewnością tanio skóry nie sprzeda…
Produkcja z tym nad wyraz długim tytułem zebrała nad wyraz dobre recenzje, mimo to, zarobiła znacznie mniej niż poprzednia odsłona cyklu. A winą za to należy obarczyć właśnie aż nazbyt ekstremalnego (czyt. koszmarnego) poprzednika. Spora część widowni zmęczona seansem 28 lat później zdecydowała się seans kinowy odpuścić, tym bardziej, że tytuł zapowiadał bezpośrednią jego kontynuację. Popełniła ona tym samym błąd kardynalny – ominęła bowiem seans najlepszej odsłony serii, która jest nie tylko sequelem, co prequelem i interquelem jednocześnie. Poznamy tu zarówno nowych bohaterów, jak i początki oraz zakończenia opowieści tych, których zdążyliśmy zobaczyć na ekranie wcześniej. No i dostaliśmy tu także wgląd w ostatnią odsłonę nowej trylogii, która miejmy nadzieję, że finalnie powstanie.

W sercu Świątyni kości w reżyserii Nii DaCosty (Candyman) znajduje się odgrywany przez fenomenalnego Ralpha Fiennesa Dr Ian Kelson, który żadnej pracy się nie boi. Nawet takiej polegającej na tresowaniu zombie.
Świątynia kości jest szalona. Jednak tematycznie, a nie formalnie – w tym filmie to historia ma trzymać was za gardło, a nie sceny mordu nakręcone równocześnie 20 iPhone’ami. Jeżeli jesteście fanami folk horrorów, najlepiej takich o sektach i uważacie jednocześnie, że nie ma to jak dobry black metal przed wschodem słońca, to Świątynia kości jest produkcją skrojoną właśnie pod was.
Źródło: HBO Max
Zobacz więcej:
(1)