Rewelacyjny Pattinson! Recenzujemy dziwny i zaskakujący film “Primetime” – już w Polsce
To dobry okres dla Roberta Pattinsona – teraz czas na wyczekiwany “Primetime”, który w kinie sprawdza się znakomicie. Jak oceniamy nowy film?
- ZOBACZ TEŻ: Google szykuje nową przystawkę do TV. Urządzenie ma dostać funkcję, której brakowało od lat
Wszystkie recenzowane filmy oglądamy osobiście i przedpremierowo w kinach. Nasze opinie bazują na latach doświadczeń i są pełne szczegółów, które doceni każdy prawdziwy kinoman.
Film “Primetime”, czyli świetny Robert Pattinson w kolejnej mocnej roli. Warto wpaść do kina?
Wydawać by się mogło, że cofamy się w czasie jeszcze bardziej, ale po prostu przenosimy się do 2006 roku. Oglądamy wtedy Chrisa Hansena (w tej roli genialnie odpychający Pattinson) prowadzącego głośny segment w programie “Dateline NBC”. Mechanizm jest prosty: zespół podstawionych współpracowników udaje w sieci nastolatków, zwabia dorosłych mężczyzn do naszpikowanych kamerami domów, po czym wkracza prowadzący z moralizatorską przemową. Kiedy sieć rzuca program na pożarcie w prime time, czyli najbardziej prestiżowym oknie w ramówce TV, naprzeciw giganta, jakim byli wtedy “Zagubieni” na kanale ABC, jakiekolwiek moralne hamulce puszczają. Liczą się już tylko słupki oglądalności.

To, co Pattinson wyprawia na ekranie, przejdzie do historii jego najbardziej ryzykownych ról. Dostajemy postać lepką, groteskowo pewną siebie, balansującą na cienkiej granicy czystego szaleństwa. Nie ma tu cienia próby wkupienia się w łaski widza: reżyser lepi z niego hybrydę Jerry’ego Maguire’a i wampirycznego drapieżnika, a my nie możemy oderwać od niego wzroku, mimo że budzi w nas fizyczny wstręt. Chwilami Hansen wydaje się straszniejszy niż ludzie, na których poluje. Świetnie wypada też reszta obsady. Zachwyca Merritt Wever jako chłodna producentka, która naprawdę pociąga za sznurki, a Skyler Gisondo jest bezbłędny jako naiwny wabik. Debiutująca Phoebe Bridgers ma za zadanie być kręgosłupem moralnym całości, więc spadło na nią nie lada wyzwanie, a Matthew Maher i Alex Winter udanie dopełniają ten skład.
Zachęcamy do sprawdzenia naszych recenzji najnowszych filmów i seriali w kinach oraz na VoD:
- ZOBACZ: Recenzujemy serial, który nie ma sobie równych na Netflix “W głębinach” – warto obejrzeć?
- ZOBACZ: “Zmora” nawiedziła HBO Max. Czy to kolejny polski hit serialowy? Nasza recenzja
- ZOBACZ: Nowa “Carrie” jest inna, niż się spodziewasz. Recenzujemy serial od Prime Video!
- ZOBACZ: To nie jest nowy sezon “Detektywa”! Recenzujemy serial “Bracia” od Apple TV
- ZOBACZ: Recenzja najnowszego filmu “Unabomber” od Netflix! Russel Crowe zaprasza na seans

Od razu widać, że reżyser zaczynał od filmów dokumentalnych, bo uwielbia przyglądać się dziwnym ludziom. Bardzo celnie pokazuje, że cała ta ówczesna telewizja była po prostu chłodno zaplanowanym widowiskiem robionym dla zysku. W pewnym momencie pada pytanie, co właściwie wydarzyłoby się bez Hansena, a odpowiedź daje do myślenia: prawdopodobnie zupełnie nic, bo to całe polowanie i rzekoma sprawiedliwość istniały tylko dlatego, że obok stała włączona kamera. Oppenheim popełnia jednak parę błędów, które wybijają z rytmu. Zupełnie nie przekonuje nas próba tłumaczenia obsesji Hansena jakimiś dziwnymi wspomnieniami z wyjazdu do Indii, a wstawianie scen z maskami rodem ze starych horrorów wydaje się przesadzone i niepotrzebne. Doceniamy jednak fakt, że reżyser nie próbuje w żaden sposób usprawiedliwiać samych przestępców.

Wizualnie ten film wygląda po prostu rewelacyjnie. Operator wpadł na genialny pomysł: najpierw nakręcił wszystko zwykłymi kamerami wideo, a potem przeniósł ten materiał na starą taśmę filmową. Przez to obraz wygląda dokładnie tak, jak tania telewizja z początku lat dwutysięcznych, ale ma w sobie niesamowity brud i ziarnistość. Taki film najlepiej zobaczyć na naprawdę dużym ekranie i przy porządnym obrazie, bo sam wygląd kadrów mówi więcej niż połowa dialogów – ten klimat jest nie do podrobienia. Do tego dochodzi muzyka, która brzmi jak celowo zepsute, drażniące melodie ze stacji informacyjnych i robi się coraz bardziej chaotyczna w miarę, jak główny bohater powoli traci nad sobą kontrolę. Bardzo udany zabieg.
Zdarzają się tu słabsze momenty, w tym dość dziwny i mało czytelny epizod z udziałem Jeffa Zuckera, ale całe zakończenie nadrabia te niedociągnięcia z nawiązką. Końcówka bezpośrednio nawiązuje do prawdziwej, tragicznej sprawy Williama Conradta i sprawia, że cała ta telewizyjna machina runie z ogromnym hukiem. To nie jest lekki ani przyjemny seans, bo film bywa celowo męczący, wręcz nieprzyjemnie lepki i wywołuje ciarki (zażenowania), ale spełnia swoje zadanie i sprawdza się po prostu znakomicie.
Zobacz więcej:
- Marvel i DC zapowiadają nowe projekty! Jaka będzie przyszłość produkcji superbohaterskich?
- Co oglądać w tym tygodniu? Nowości Netflix, HBO Max, SkyShowtime
- Czegoś takiego Netflix jeszcze nie miał. Filmowa nowość rozgrzeje wieczorem
- Mamy milion! Oto najlepiej zarabiający polski film roku!
- Netflix ujawnił 4 hity na październik i listopad. Ich zapowiedzi rozgrzały internet!