Film zły, box office dobry? “Dom dobry” Smarzowskiego przyciąga tłumy!
Polski oddział Warner Bros właśnie podzielił się ze światem filmowymi zarobkami z zakończonego przed chwilą weekendu. Wygląda na to, że Polacy wrócili do tego, co wychodzi im najlepiej – chodzenia na filmy Wojciecha Smarzowskiego tylko po to, aby opuścić kinową salę z wyrazem obrzydzenia na twarzy, ponieważ tak przecież wypada.
- Zobacz też: Dobry film na Netflix? Tę premierę mogłeś przegapić – katastroficzny hit z kina już jest!
W premierowy weekend Dom dobry obejrzało w polskich kinach ponad 310 tysięcy widzów. To nie tylko drugie najlepsze otwarcie polskiego filmu w tym roku (po 100 dniach do matury z 324 tysiącami na koncie), ale także w całej dotychczasowej karierze reżysera.
Lepszy wynik udało się osiągnąć mu jedynie w przypadku Kleru, który przyciągnął przed kinowe ekrany w premierowy weekend prawie milion osób (!) To także znaczna poprawa względem poprzedniego filmu Smarzowskiego – Wesela (2), które na start trafiło “tylko” do 140 tysięcy Polaków. Finansowe zwycięstwo nie jest jednak tożsame z pozytywną percepcją obrazu. Dom dobry zbiera mocno przeciętne recenzje od krytyków, a jego kampania promocyjna opiera się na wewnętrznym wentylu bezpieczeństwa – owszem, film jest przerażający i trudny do oglądania, ale właśnie z tych powodów wszyscy musimy iść na niego do kina. Przynajmniej tak uważa polski dystrybutor. A także dość spora ilość widzów.
Przed oficjalną premierą Dom dobry wyświetlany był w ramach Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni, który opuścił ostatecznie bez ani jednej nagrody. Jury jednogłośnie uznało, że znacznie ciekawszym twórcą od reżysera Drogówki jest bowiem eks-raper Quebonafide.
Polscy widzowie mają jednak na ten temat nieco inne zdanie. Nie wiem jak wy, ale ja po raz pierwszy od lat nowego Smarzowskiego wolałem już sobie w kinie odpuścić i poczekać na premierę na streamingu (w tym przypadku na HBO Max). Choć Kler naprawdę lubię, tak samo jak pierwsze Wesele, tak jego nowa reinterpretacja, wzorem najgorszych filmów Smarzowskiego, była faktycznie przerażająca. A dokładniej – przerażająco zła, przewidywalna i nudna.
Jeśli jesteście największymi fanami pana Wojciecha, to z całą pewnością w kinie już byliście. Jeśli jednak nie, a chcecie w listopadzie obejrzeć jeden dobry polski film – zrezygnujcie z Domu, który dobry jest najpewniej tylko z tytułu. Już za chwilę w kinach pojawią się bowiem Ministranci Piotra Domalewskiego, którzy pokazują, że cierpienie filmowych bohaterów nie musi być tożsame z cierpieniami oglądających ich na ekranie widzów. A także przede wszystkim – że zawsze jest gdzieś nadzieja.
Źródło: WBDPoland
Zobacz więcej:
- Niezwykły serial, który pobił rekord. To teraz numer 1 – obejrzysz tylko na CANAL+!
- Są konkretne wieści o 4. sezonie „Teda Lasso”? To będzie nie lada niespodzianka
- Są konkretne wieści o 4. sezonie „Teda Lasso”? To będzie nie lada niespodzianka

