To nie jest typowe widowisko MMA. Nasza recenzja filmu “The Smashing Machine” – od piątku w kinach!
Film Benny’ego Safdiego nie jest typowym widowiskiem MMA, lecz silnym emocjonalnie portretem człowieka, którego siła fizyczna coraz bardziej przegrywa z jego słabościami. Nasza recenzja “The Smashing Machine”.
Wszystkie recenzowane filmy oglądamy osobiście i przedpremierowo w kinach. Nasze opinie bazują na latach doświadczeń i są pełne szczegółów, które doceni każdy prawdziwy kinoman.
Film “The Smashing Machine” to portret legendy MMA. Warto obejrzeć w kinie? Recenzja
W filmie Śledzimy Marka Kerra, legendarnego zawodnika mieszanych sztuk walki, w wykonaniu Dwayne’a Johnsona, i musimy przyznać, że rzadko widuje się Rocka tak wycofanego, „schowanego” za rolą. Johnson znika w tym bohaterze, porzucając swój charakterystyczny blichtr i kreując postać niezwykle kruchą, na granicy załamania.
Na ekranie przeskakujemy przez lata 1997–2000, obserwując wzloty i upadki Kerra. Początkowo widzimy go triumfującego w turnieju MMA w São Paulo, a potem, z każdym kolejnym pojedynkiem, coraz bardziej pogrążonego w uzależnieniach. Film pokazuje, jak świat sportów walki w tamtych latach był bardziej dziki, nieustrukturyzowany i często bezwzględny. W domu Kerr zmaga się z trudną relacją z Dawn (Emily Blunt), której własne nałogi prowadzą do kolejnych dramatów.
Przeczytaj również inne nasze recenzje nowości z ostatnich dni i tygodni:
- ZOBACZ: “TRON: Ares” koniecznie musisz zobaczyć w IMAX! Widzieliśmy przed premierą i wiemy wszystko [RECENZJA]
- ZOBACZ: “Potwór: Historia Eda Geina” – nasza recenzja po seansie na Netflix w 4K HDR! Mrozi krew w żyłach…
- ZOBACZ: Film “Steve” z Cillianem Murphym na Netflix. Czy to najlepsza propozycja na ten tydzień? RECENZJA
- ZOBACZ: Film pełen zadziornego potencjału! Oceniamy “Nieczystą grę” na Prime Video po seansie w 4K HDR
Dwayne Johnson w tej roli zadziwia. Nie przypomina ani wrestlera, ani gwiazdy akcji – jego Kerr jest wycofany, niepewny, momentami wręcz zagubiony. Dużo tu pracy nad mimiką, gestami, głosem; czuć autentyczność. Emily Blunt jako Dawn wprowadza pewien chaos, przeciwwagę dla Johnsona, a chemia między nimi jest namacalna – w scenach sprzeczek, czułości, czy rozstań budzą nawet współczucie. Ryan Bader jako Mark Coleman i Bas Rutten w roli trenera są zaskakująco wyrazistymi postaciami drugiego planu, które jednak nie zdominowały ekranu, ale dodają całości wiarygodności i realizmu.
Safdie reżyseruje film w stylu quasi-dokumentalnym: częste zbliżenia, niestabilna kamera, stukot butów na klatce, szum tłumu rozmyty w tle. Reżyser bacznie obserwuje swoje postaci z dystansem, nadając im aurę chłodnej autentyczności. Muzyka jest minimalistyczna i pojawia się tylko w kluczowych scenach. To styl znany z jego wcześniejszych filmów; sprawia, że sportowe emocje przeplatają się z psychologicznym dramatem.
Jednym z najciekawszych zabiegów jest sposób prezentowania walk. Sceny pojedynków nakręcono na ziarnistej taśmie 16mm, co natychmiast oddaje klimat końca lat 90. Film zapewnia wycieczkę w tamten okres nie tylko swoją fabułą, ale także oprawą, która sprawia, że podczas seansu chyba każdy poczuje pewien sentyment za tamtymi czasami. W kontekście dźwięku, warto powtórzyć, że muzyki jest tutaj jak na lekarstwo i takie techniczne zabiegi sprawiają, że wczuwamy się w chaos wewnętrzny bohatera znacznie mocniej niż w tradycyjnych sportowych dramatach. Jakość obrazu, czyli ziarno, kontrast, ręczne prowadzenie kamery, podnosi intensywność przeżyć. Obraz i dźwięk w „The Smashing Machine” nie są czysto estetyczne, bo służą oddaniu dusznego klimatu tamtych lat oraz stanu psychicznego Kerra. Ziarno filmu, surowość dźwięku i niedopowiedzenia w montażu zostawiają sporo przestrzeni na przeżywanie wydarzeń z ekranu.
Dwayne Johnson zaskakuje, oddając ten roli znacznie więcej, niż w wielu innych filmach. Sceny walk czy domowych dramatów w tej technicznej oprawie wywołują emocje jeszcze długo po seansie, ponieważ to może być zaledwie początek Waszej znajomości z historia Kerra, UFC i Pride. Czy są słabsze strony filmu? Niekiedy narracja gubi tempo, a finał budzi malutki niedosyt, jednak całość broni się przede wszystkim dzięki warstwie technicznej i aktorskiej transformacji Johnsona. To film trudny, szczery, wręcz bolesny, ale wart obejrzenia choćby dla tej jednej, mocnej roli.
Premiera filmu “The Smashing Machine” w polskich kinach już w piątek 17 października.
Zobacz więcej:
- Szukasz dobrego filmu na wieczór? SkyShowtime dodał coś super! „Nowokaina” to genialnie oceniany thriller
- Od dziś: na Netflix „Furioza” atakuje! Druga część już dostępna
- Słodko-gorzki serial „Rekruci” zawojował Netflix! To teraz najchętniej włączana pozycja w Polsce
- Świetna propozycja na relaks przed telewizorem! Oceniamy serial “Chad Powers” na Disney+
- Dwie nowości na Prime Video, które porwą Cię bez reszty. Kiedy premiery?



