Home Strefa filmu Dzisiaj Alien Day – wspominamy serię Obcy
Dzisiaj Alien Day – wspominamy serię Obcy

Dzisiaj Alien Day – wspominamy serię Obcy

906
8

26 kwietnia, dlaczego to właśnie dzisiaj obchodzimy Alien Day (Dzień Obcego?). Bardziej zainwestowani w tę serię widzowie będą mogli skojarzyć, że data ta wzięła się z połączenia cyfr/liczb stanowiących numerację planety LV-426, gdzie 39 lat temu (dla nas) zaczęło się wszystko. Może warto powspominać z tej okazji serię? Podzielę się z wami anegdotami z mojego życia dotyczącego każdego z filmów.

Moja „przygoda”, jeśli można tak nazwać wydarzenie które zapoczątkowało spanie z kołdrą naciągniętą na głowę, zaczęła się w wieku lat 7. Wtedy to po raz pierwszy zobaczyłem tytułowego ksenomorfa. Przy czym nie pamiętam czy był to 8. Pasażer Nostromo czy też Decydujące starcie, ale na pewno po obejrzeniu jednego od razu sięgnąłem po drugi.

Obcy

Oczywiście z miejsca stałem się fanem (było to w czasach kiedy to dopiero trzecia część miała ukazać się na nośnikach VHS). Miałem takiego sąsiada, który był kinomanem i miał naprawdę pokaźną kolekcję kaset wideo. Nie spamiętam już ile razy pożyczaliśmy od niego drugą część, która była jednym z definiujących filmów dzieciństwa. Za to doskonale przypominam sobie fakt, że z biegiem czasu po tych wszystkich seansach taśma była do czerwoności zjechana.

Obcy

Tak jak wspomniałem, bardzo lubiłem oglądać obydwie części, ale przez nastawienie na akcję to ja, brat i najbliżsi koledzy jako dzieciaki najbardziej preferowaliśmy odsłonę nakręconą przez Camerona. No i jeszcze ten lektor, który kompletnie nie folgował sobie, przy żadnym, najmniejszym nawet przekleństwie, choć pamiętam też krzaczki tłumaczeniowe (typu „it’s pathetic” – „to patetyczne” albo wymowa słowa „Marines” ze słyszalną literą „e”).

Obcy

W momencie kiedy ukazała się na VHS trzecia część, pamiętam, że byłem w okolicach 3. klasy podstawówki (na pewno nie później) i kiedy trzeba było napisać recenzję swojego ulubionego filmu, wybrałem właśnie Alien3. Kiedy z kolei miało wychodzić Przebudzenie, z racji starszego wieku, pamiętam już sporo więcej. Na przykład fragment Teleexpressu kiedy z 1995 kiedy to informowali o rozpoczęciu produkcji, czy też już w 1997 magazyn Filmidło z Tomaszem Kammelem i Karoliną Korwin-Piotrowską, gdzie leciał zwiastun filmu. Nie wspomnę też o magazynie „Reset”, dzięki któremu zacząłem kojarzyć szwajcarskiego surrealistę Hansa-Rudiego Gigera, który stworzył postać Obcego. Już wtedy wiedziałem, że należy go szanować. Potem pamiętam jeszcze jak gdzieś pod koniec 1997 czytałem obszerny felieton o całej serii w „Machinie”, niestety pomimo istnienia fanpage’u „Stare Skany z Machiny” nadal nie wiem który to konkretnie był numer, a z miłą chęcią bym wrócił do lektury, bo była to obszerna analiza całej serii, nie tylko zapowiedź nadchodzącej części.

Obcy

Obcy: Przebudzenie był moim pierwszym filmem z sagi, który było mi dane zobaczyć w kinie. Było to w moim rodzinnym, 20-tysięcznym mieście, w kinie, które teraz zwane by było „studyjnym”. Film mi się generalnie wtedy podobał (a jak mógł go inaczej odebrać bezkrytyczny 12-latek?), aczkolwiek też brakowało mi już wtedy kilku większych scen akcji, które sprawiłyby, że cały film był (w moich ówczesnych standardach) bardziej pełnowartościowy.

Obcy

Potem przeskok o niemal 15 lat do przodu (14 tak dokładnie bo Przebudzenie widziałem w 1998) i mamy Prometeusza, na którego niezwykle czekałem, nie wiedząc do końca czego się spodziewać. Zwiastun był w moim odczuciu wybitny, ale mieszkając w Polsce było wyzwaniem ustrzec się spoilerów z racji tego, że przez Euro 2012 przesunięto premierę filmu o jakieś 2 miesiące. Będąc zarazem członkiem największego forum na temat Obcego na świecie musiałem zatem po prostu przestać tam uczęszczać i wystrzegać się wszelkich informacji na ten temat z mediów zagranicznych. W 2012 nie było to jeszcze tak karkołomne, bo co by było dopiero teraz? Tak czy inaczej film podobał mi się (był niestety śmieszny glitch kina który spowodował wyświetlenie końcowej sceny z ogromnymi przeskokami a tym samym zapewnił spoilery), ale sfrustrowało mnie kilka w nim rzeczy. Fascynowała mnie postać Davida i ogólny potencjał, jaki mitologicznie dla całego uniwersum dawała czarna maź, ale zdenerwowała mnie scena z głupkowatym i lekkomyślnym zachowaniem naukowców z prymitywnym stworzeniem (która miałaby sens, gdyby nie wycięto dwóch wcześniejszych scen!) oraz spłycenie ostatecznej motywacji ocalałego Inżyniera. Nie byłem fanem także szybkiego przeskoku w ekspozycji z Ziemi w kosmos, a także makeupu Guya Pierce’a jako podstarzałego Petera Weylanda. Brakowało mi także więcej teoretycznej dyskusji naukowej. Co mnie urzekło to natomiast kinematografia, design kombinezonów, pojazdów oraz pomieszczeń wybudowanych przez Inżynierów, a także postać Davida oraz nietypowe tempo akcji (kompletnie nie takie jak w typowym blockbusterze). Mimo wszystko miałem jednak pewien niedosyt.

Po kilku latach hibernacji, temat odnowił się za sprawą Przymierza, o którym akurat od momentu przejścia w zaawansowane stadium produkcji wiedziałem, że odetnie się od pewnych wątków i motywów z Prometeusza, co mnie ucieszyło i nie spowodowało, że miałem zrujnowane oczekiwania. Tym razem jednak, co ciekawe, wrażenia po pierwszym trailerze miałem słabe, choć znając zarys pewnych postaci (ale bez spoilerów) i wiedząc o niektórych koncepcyjnych założeniach, nadal miałem nadzieję na coś wyjątkowego. Co ciekawe, efekt końcowy – wiem, że chyba najpopularniejsza powszechna opinia jest negatywna – dla mnie przekroczył oczekiwania. Alien: Covenant zobaczyłem w dniu premiery, na specjalnym maratonie Obcego, gdzie na początku był Prometeusz, który moim zdaniem teraz z czasem (miałem po drodze jeszcze jeden seans na nośniku domowym) znacząco zyskał i bardzo niewiele w nim mi ostatecznie nie pasowało. Później było wyczekiwane Przymierze a następnie pierwsza i druga część w wersjach reżyserskich w swoich najnowszych skanach (w tym dwójka w odrestaurowanej własnoręcznie przez Camerona wersji).

Obcy
Co ciekawe, obejrzenie klasyków wszech czasów, wcale Przymierzu w mojej opinii nie zaszkodziło. Wiem doskonale za co większość was tego filmu nie lubi i potrafię to zrozumieć i mnie to osobiście kompletnie nie przeszkadza i nie mam zamiaru wmawiać wam tego, że ma się wam podobać : ) Szkoda jednak, że będąc przeważnie w opozycji, miałem do czynienia z postawą uwłaczającą, że jakim cudem mogłoby się to komukolwiek podobać i niedopuszczaniem do siebie myśli, że w ogóle tak można…

Obcy

O filmie obszernie pisałem jeszcze na blogu jako redaktor innego portalu ale ogólnie uważam to za kulminację twórczości Ridleya Scotta jako artysty, który zrobił swój film, nasycony literackością i syntezą różnych dziedzin sztuk zarazem ze świetnym komentarzem na temat AI. Owszem, nie zależało mu na zaspokojeniu fanów jako fandomu i to na pewno dla wielu było ciosem lub źródłem dysonansu poznawczego. Ja jednak dostrzegłem w tym bardzo celową grę konwencjami i przeszczepieniem motywów gotyckich i romantycznych na grunt sci-fi i rozmyślną zabawę i mieszanie konwencji. Jest to skrzyżowanie Wyspy Doktora Moreau, Frankensteina i Drakuli wraz z motywami szekspirowskimi i odniesieniami do brytyjskiego szkoły horroru klasy B, a także (wiem, że jest jedna osoba która zwariuje jak zobaczy te dwa słowa) niemieckiego ekspresjonizmu. Z racji specyficznej gałęzi mojej edukacji akademickiej, dostrzegłem zależność pomiędzy tymi wszystkimi motywami i symbolami i mnie ta rozmyślność bardzo urzekł – dlatego może nie starałem się czepiać o każdy najdrobniejszy szczegół, a odejście od wyuzdanych motywów serii w moim odczuciu to także jak najlepszy krok.

Podobał mi się cały łuk tematyczny, jaki zawiązał się od pierwszej rozmowy Davida z Weylandem a końcem filmu (szczególnie gdy jeszcze pomyśli się o Prometeuszu), kompletnie unhappy end, a także bardzo ciekawe zabiegi, jak używanie innego dzieła sztuki (w tym przypadku poezji), wplecenia go w narrację filmu i jednoczesne stworzenie puenty, które wynika z dyskusji na temat rzeczonej poezji. Jednocześnie zachowano świetne tempo i w zasadzie Scott mógł stworzyć swój film wewnątrz filmu, w obrębie uniwersum Obcy, ale w mojej opinii przefiltrowanie genezy Obcego przez wątek androida (który w terminologii literatury postkolonialnej też jest „obcym”) sprawia, że wszystko jest jeszcze bardziej…obce. Dzięki Przymierzu, także mogłem inaczej i kompletniej spojrzeć wstecz na Prometeusza, do czego też przy okazji zachęcam.

Obcy

Kończąc już powoli, powiem jeszcze jak zapatruję się na wcześniejsze części i które z nich mam za najlepsze. Z perspektywy czasu najbardziej cenię część pierwszą jako wybitny przykład kina, które na papierze wydaje się konwencjonalne, ale jednak jest tak rozmyślnie wykonane. Postaci, których motywacje i osobowości poznajemy bezpośrednio przez akcję, scenografia, kinematografia oraz umiejętna gra ciszą, która sprawia, że cały film jest wręcz wizualną poezją. No i oczywiście Ripley, która staje się dopiero „bohaterem” sytuacyjnym, nie będąc wcale ani najbardziej „sympatyczną” ani „prominentną” postacią.

Część druga to z kolei chyba najlepszy do tej pory mariaż kina militarystycznego i horroru science-fiction i film w którym są bardzo wyraziście rozpisane postaci, choć jest bardziej konwencjonalny, ale świetnie poszerza postać Ripley i jej motywację.

Cenię sobie jeszcze część trzecią, pomimo że brakuje w niej mocno odczuwalnego poczucia zagrożenia, to jednak jest świetna scenografia, obsada, nihilizm, początkowe sceny są genialnym montażem na pograniczu koszmaru i dobrze było odejść od nadmiaru akcji w klimaty gotycko-religijne, a edycja rozszerzona także naprawia wiele (choć nie wszystkie) bolączki edycji kinowej. Warto dać drugą szansę. Aczkolwiek od tej pory Przymierze mam za film kompletniejszy i niespecjalnie zależy mi już na przywróceniu statusu „trójki”.

Mój obecny ranking wyglądałby następująco:

  1. Obcy
  2. Obcy: Decydujące Starcie
  3. Obcy: Przymierze
  4. Prometeusz / Obcy 3: wersja rozszerzona
  5. Obcy: Przebudzenie

Abominacji takich jak Alien vs. Predator nie mam zamiaru tutaj wymieniać (jakby co, jedynka >>> dwójka)

Osobiście mam nadzieję, że w następnym roku, kiedy to wypadnie 40-lecie pierwszej części, Fox (czy też może już Disney) przygotuje jakiś specjalny boxset, zawierający wszystkie części na 4K Blu-ray (z nowymi bonusami). Do tej pory tylko Prometeusz i Przymierze takowe posiadają.

A jak wy wspominacie serię Obcy? Jakie są wasze ulubione części? Co sądzicie o prequelach? Macie jakieś nadzieje na przyszłość?

(906)

Jakub Krawczyński Z wykształcenia anglista i pedagog - lubuje się w rąbniętej muzyce i alienujących filmach. Podobno zna się na grach i dlatego bezwstydnie przyznaje się do tego w notce o sobie, bo i tak ich nikt nie czyta.

Comment(8)

  1. jarekzon jarekzon napisał(a):
    \"Prometeusz\" był beznadziejny. Ciężko się domyślić, że ma coś wspólnego z Obcym.
  2. jarekzon jarekzon napisał(a):
    Moja kolejność to:1. Obcy 2. Obcy: Decydujące starcie. 3. Obcy: Przebudzenie (super film) 4. Obcy 3 długo nic Porażka pod tytułem: \"Prometeusz\" Tak byłem zdegustowany Prometeuszem, że nawet nie pofatygowałem się, żeby zobaczyć ostatnią część. Ogólnie kino zaczyna być jedną wielką kichą. Dwadzieścia lat temu skończyły się ostatnie fajne filmy. Potem aktorzy oduczyli się grać, a reżyserzy kręcić filmy. Do kręcenia kiszek w stylu Avengers nie potrzeba wielkiego polotu. Zastanawiam się, czy kiedykolwiek pojawi się jeszcze film typu \"Seven\". Podsumowując najgłupsze filmy z lat 70tych są lepiej zagrane, niż dzisiejsze \"megabzudry\".
  3. djgromo djgromo napisał(a):

    Ja jako duży fan kina akcji i osoba, która niezbyt lubi klimaty horroru najwyżej stawiam Aliens (2-jka). Idealne proporcje pomiędzy akcją i budową klimatu. Klasyczne już wypowiedzi i mocno zarysowane postacie dodatkowo punktowały przy ocenie końcowej. Dla mnie kolejność jest następująca (od najlepszego filmu):

    • Obcy 2
    • Obcy 3
    • Obcy 4
    • Obcy kontra Predator
    • Obcy 1
    • Obcy 5
    • Prometeusz
    • Obcy kontra Predator 2

    Absolutnie nie znoszę filmów w reżyserii Ridleya Scotta. Mdli mnie od tych jego dywagacji nad tematem boga i stworzenia świata. 

  4. binary binary napisał(a):

    NIe wiem gdzie znalazles Boga, ale IMHO R.S. jest dobrym opowiadaczem historii.

    Fakt, ze ostatnimi czasy jedyna Jego jedyna oryginalna kreacja, to scena lekcji nauki gry na flecie, dawanej androidowi, przez innego androida, ale wszystko kiedys sie konczy. Spielberg tez kiedys robil dobre filmy...

  5. djgromo djgromo napisał(a):
    Marsjanin, Królestwo Niebieskie, Helikopter w Ogniu. Te filmy w jego reżyserii lubię. Reszta to przegadane kaszany.
  6. gangi007 gangi007 napisał(a):

    Z filmami jest tak samo jak z muzyką.Im starsze tym lepsze.Wszyscy +40 maja w sercu pierwsze Alieny,Predatory,Terminatory,można je oglądać wiele razy a i tak na tym nie koniec.Dzisiejsze filmy,muzykę zapomina się po pół roku,a na powtórke mało kto ma ochotę-czas?Zastanawiam się czy w tych czasach powstanie jakiś nowy bohater lub anty-wszystko to lata 80 lub wcześniej,np.Batman,Superman itp.,itp

  7. to tylko złudzenie :) 
    mnie Cassablanca nie porywa, orkiestry dęte z lat 60 też nie

  8. ramzes99 ramzes99 napisał(a):

    1. Obcy

    2. Obcy Decydujące starcie

    3. Prometeusz

    4. Obcy 3

    5. Obcy 4

    ....

    ....

    Obcy Przymierze - totalne dno

    Natomiast jak dla mnie Prometeusz był fajnym pomysłem. Wiem, że wiele osób go bardzo krytykuje ale dla mnie był ok.