Avatar spadł z tronu. Zmiana na szczycie najpopularniejszych filmów w kinach!
Czekaliśmy, czekaliśmy i wreszcie się doczekaliśmy! Po miesiącu Avatar: Ogień i popiół Jamesa Camerona musiał wreszcie oddać batutę pierwszeństwa innemu tytułowi, który został aktualnie panującym numerem 1. w amerykańskich (i światowych kinach)!
Do pokonania Avatara potrzebowaliśmy jedynie Chrisa Pratta i jego 90 minut do wolności (org. Mercy), wspomaganych przez nawiedzające Stany Zjednoczone burze śnieżne.
Trochę nieczystą zagrywka, ale w tym biznesie wszystkie chwyty są dozwolone. Zwycięstwo 90 minut do wolności okazało się być w tym świetle istnie pyrrusowe. To nawet nie tak, że Mercy to jakiś wyjątkowo dobry film zarabiający grube miliony. W premierowy weekend na jego konto wpłynęło tylko 11 milionów dolarów. Jego budżet wyniósł natomiast aż 60 milionów dolarów. W przypadku filmu o gościu siedzącym przez półtorej godziny na fotelu i rozmawiającym z botem AI, jest to wynik dość zaskakujący. Wystarczyło to jednak, aby zdetronizować Camerona. Co jeszcze bardziej zaskakujące, Mercy to również pierwszy tytuł, który podkradł Avatarowi IMAXa. Nie wiem w sumie w jakim celu, ale cieszę się mimo to. Wróg naszego wroga jest przecież naszym przyjacielem.
Takim oto sposobem Avatar: Ogień i popiół może mieć problem z zarobieniem nawet półtora miliarda dolarów. Choć nadal jest to horrendalna ilość gotówki, to jest to wynik ponad dwukrotnie gorszy, niż ten, którym mogą pochwalić się jego dwie poprzednie części.
Patrzymy zatem na początek końca Pandory Jamesa Camerona. Chociaż w momencie premiery niemal wszyscy byli pewni, że Avatar 4 i 5 powstaną, tak miesiąc później nie jest to już tak oczywiste. Ogień i popiół zarabia bowiem grubo poniżej oczekiwań, a biorąc pod uwagę jego potężny budżet i równie ogromne nakłady finansowe położone na jego promocje, nie jest to w żadnym razie dobre połączenie. No cóż, umarł król. Niech żyje król! Nawet jeśli jest nim Chris Pratt.
Źródło: variety
Zobacz więcej:
(129)

