Home Strefa filmu Anihilacja – recenzja filmu
Anihilacja – recenzja filmu

Anihilacja – recenzja filmu

5.73K
6

Coraz więcej pełnometrażowych filmów, czy bezpośrednio produkowanych, czy dystrybuowanych przez Netflix ukazuje się w tym roku. Najnowszym z nich jest Anihilacja w reżyserii Alexa Garlanda, uznanego pisarza, scenarzysty i reżysera kina sci-fi. Czy film wyłamuje się z pasma słabo ocenianych produkcji, jakie debiutowały ostatnio na tej platformie VOD? Możecie przekonać się z poniższej recenzji (bez spoilerów) lub sprawdzić sami.

Polska premiera filmu: 12.03.2018 (Netflix)

Anihilacja

Anihilacja nie jest produkcją firmy Netflix, lecz filmem powstałym z inicjatywy wytwórni Paramount. Ostatecznie ta ostatnia w odzewie na reakcje z pokazów przedpremierowych (producenci wywnioskowali, że film jest „zbyt intelektualny”) postanowiła zminimalizować koszty marketingu w Stanach Zjednoczonych, a także zdecydowała, że poza USA, Kanadą i Chinami, film będzie można wyłącznie obejrzeć w formie VOD.

Anihilacja jest filmem z motywem przewodnim jako wędrówką, zarówno w głąb siebie i pchnięcia swojego ciała i umysłu do kresu możliwości. Alex Garland zabiera nas na kontemplacyjną i zarazem metafizyczną wędrówkę, w której swoje droga krzyżują melancholia, introspekcja, jak i horror czy naukowa zaduma.

Anihilacja
Alex Garland, adaptując prozę Jeffa VanderMeera, stawia ludzkość w obliczu anomalii, jaka zaistniała na terenie Florydy, która zmienia właściwości materii (ożywionej i nieożywionej) wokół siebie. Gros historii przedstawia ekspedycję grupy kobiet-specjalistek (jest to w bardzo dokładny sposób uzasadnione w filmie), spośród których każda dźwiga ze sobą pewnego rodzaju bagaż emocjonalny i jest pokryta skazą własnej przeszłości. Pozostała część filmu, wraz z początkową ekspozycją oraz okazjonalnymi flashbackami, traktuje w przeważającej mierze o protagonistce, Lenie (Natalie Portman).

Jeśli chodzi o kategoryzację, nie jest to film ani stricte przygodowy, przepełniony scenami akcji, chociaż owe niewątpliwie w nim występują. Nie można również sklasyfikować go jako typowy horror, a pomimo pozornie silnego zakorzenienia w naukowych teoriach, nie obraca się również wokół nauki samej w sobie, a zawarta jest w nim także pewna doza metafizycznego i wizualnego „odjazdu”.

Anihilacja
Najlepszymi stronami Annihilation jest sam Shimmer (czyli strefa anomalii), gdzie nigdy nie wiadomo było, co może wydarzyć się dalej i nie sposób było tego przewidzieć oraz różne sposoby jego oddziaływania na poszczególne osoby biorące udział w ekspedycji. Pewne wątki są tutaj także celowo urwane (niczym w kinie europejskim), niejako odzwierciedlając przytłoczenie i nieumiejętność pełnego poznania tego, z czym uczestniczki ekspedycji mają do czynienia.

Również dynamika interakcji między głównymi bohaterkami była interesująca, choć postaci te nie miały aż tyle głębi jak na kaliber filmu, który mierzy w terytorium gdzieś pomiędzy Solaris a Stalkerem (wykryłem przynajmniej 2 odwołania wizualne do tegoż ostatniego). Nieprzypadkowo wspomniałem o tych konkretnych filmach, bo one są ewidentną inspiracją dla reżysera Garlanda, szczególnie od strony problematyki naukowo-metafizycznej, choć udaje mu się uniknąć bezpośredniości nawiązań.

Anihilacja
Z drugiej strony nie jestem jednak pewien czy jego medytacyjny ton filmu w całości mnie przekonał, głównie ze względu na użytą muzykę. Rozumiem intencję, że prawdopodobnie instrumentalny folk miał pomóc nam wsiąknąć w naturalistyczne wizualia, a jednocześnie skupić się na melancholijno-kontemplacyjnej aurze, która otacza wspomnienia Leny.

Ostatecznie jednak nie uważam, że problematyka egzystencjalna Leny była nazbyt interesująca i choć w pewnym sensie cała oś fabularna ostatecznie zawiązuje się dzięki tej koneksji z jej przeszłością, to wywodząca się stamtąd puenta jest może interesująca na poziomie teoretycznym, ale nie wzbudziła we mnie wrażenia większego niż niektóre elementy historii z wcześniejszych momentów filmu. Osobnym jednak wyczynem jest ostatnie 20-25 minut filmu, które jest strumieniem świadomości abstrakcyjnej najwyższego rzędu, gdzieś pomiędzy Odyseją kosmiczną, Odmiennymi stanami świadomości i Pod skórą.

Anihilacja
Nie jestem jednak pewien, czy Alexowi Garlandowi, który w moim odczuciu, miał udział jako reżyser lub scenarzysta w samych wyjątkowych filmach, udało się ostatecznie wyrazić dostatecznie głęboki przekaz. Nie chodzi mi oczywiście o płaszczyznę dosłowną, werbalną, lecz płaszczyznę symboliczną, swoistą symbiozę nauki, metafizyki i emocji, która w obydwu wersjach Solaris czy Stalkerze w moim odczuciu zeszła się idealnie na wszystkich poziomach, a tutaj pomimo wieloznaczności samego zakończenia, nie odczułem zamierzonego efektu w tak dużej mierze, jak w dziełach Tarkowskiego czy Soderbergha. Być może lepiej by było osadzić opowieść w formacie 3-godzinnym? Z drugiej strony, doceniam odejście od ścisłej formuły „kina powolnego”. 

Mimo wszystko, enigmatyczna wędrówka do wewnątrz nieprzewidzianego, krzywego zwierciadła rzeczywistości, które niekoniecznie ma łatwo wytłumaczalny sens istnienia, będzie ciekawym przeżyciem, z hipnotyczną końcówką i zakończeniem, które skłoni do refleksji. Wielka szkoda, że Anihilacja została zepchnięta u nas wyłącznie do formy VoD, gdyż pewne aspekty wizualne filmu (szczególnie pod jego koniec) są niesamowite pod względem kompozycji i abstrakcji wizualnej, aczkolwiek niekiedy zdarzały się momenty dosyć niekonsekwentne.

Anihilacja
Tak czy inaczej, Alex Garland może dopisać na swoje konto kolejny udany film, choć być może w moim wypadku stał się zarazem ofiarą wyśrubowanych do granic możliwości oczekiwań. Jednak te ostatnie u każdego są inne i dlatego zawsze warto przekonać się ostatecznie samemu.

(5730)

Jakub Krawczyński Z wykształcenia anglista i pedagog - lubuje się w rąbniętej muzyce i alienujących filmach. Podobno zna się na grach i dlatego bezwstydnie przyznaje się do tego w notce o sobie, bo i tak ich nikt nie czyta.

Comment(6)

  1. w sumie nie dziwię się że film został zaklasyfikowany jako niszowy

    odczucia po nim mam jak po przeczytaniu jakiejś niszowej opowiastki z antologii sf (typu best of nebula,hugo,itd)

    ale coś jakby nie do końca mi w tym filmiku zagrało

    mimo to brawa dla Netflixa że angażuje się w takie ciekawe/nietypowe formy

     

    a tak poza tym - co do filmu:

    czemu oni nie wjechali do strefy po prostu amfibią? + gatling na wieżyczce i można robić safari na krokodylki i misie

  2. mogili by wjechac ale raczej daleko by nie zajechali, bo pryzmat "iskrzenie" zaklocalo dzialanie roznych urzadzen.

     

  3. no jakoś karabiny strzelały, lampy sie paliły i kamery, karty pamięci dzialaly - prosta amfibia na silniku z 1945 powinna też działać

  4. oj tam, to takie rozważania pokroju: dlaczego orły nie zabraly Frodo do Mordoru  ;)

  5.  

     

     

     

     

     

      a tak poza tym - co do filmu: czemu oni nie wjechali do strefy po prostu amfibią? + gatling na wieżyczce i można robić safari na krokodylki i misie

     

     

     

     Trochę dziwią mnie Twoje wątpliwości. Czy nie najważniejsze jest to, o czym właściwie jest ten film? Może warto zastanowić się nad innymi elementami i zadać inne pytania. Człowiek o inteligencji A. Garlanda nie popełnia błędu polegającego na traktowaniu swoich widzow jak idiotow (zapomnijmy na chwilę o brandingu węża i refrakcji fal radiowych) Czy kluczowy wg mnie, motyw relacji pomiędzy Leną, a Kanem, oraz pierwsza scena ich rozmowy w kuchni, tak fantastycznie dwuznaczna, są jedynie moja nadinterpretacja? Czy "HELA" (jak nie wiesz co to, to polecam stary film BBC, który można znaleźć na YT, link pod tekstem) została sprzedana nam przypadkiem? Czy miejsce uderzenia meteorytu jest bez znaczenia, czy może warto zastanowić się nad symbolika latarni?

    Ja sam mam zestaw pytan, na które nie znalazłem odpowiedzi, po pierwszym seansie, a które jak mniemam pozwoliłyby mi odkodowac i ulozyc tropy do dominujacej w zamyśle A. G. idei filmu. Te 3, które wydają mi się oczywiste, w obliczu pytań na które nie znalazłem jeszcze odpowiedzi, mi nie wystarczają,

     

     

    HeLa:

     

     

     

     

     

     

     

  6. 19 godzin temu, binary napisał:

    Człowiek o inteligencji A. Garlanda nie popełnia błędu polegającego na traktowaniu swoich widzow jak idiotow

    może mu tak wyszło nieświadomie bo chciał zrealizować wizję ale czasu w filmie zabrakło by wszystko trzymało się kupy/bylo wytłumaczone

    niestety tak to jest jak się chce zrobić "ekranizację" książki w 90 minutach

    dla mnie jest to miła odmiana od debilnych komiksowych filmów z avengersami (by nie było większość oglądnąłem dla efektów specjalnych)

    ale logika w wersji z filmu mi się nie klei

    oczywiście można skupić się na "przesłaniu"/"głębi"/różnych smaczkach ale sama realizacja filmu nie do końca temu sprzyja