Home Gry na PC Wolfenstein: Youngblood | RECENZJA | Trochę świeżej krwi, ale i trochę napsutej
Wolfenstein: Youngblood | RECENZJA | Trochę świeżej krwi, ale i trochę napsutej

Wolfenstein: Youngblood | RECENZJA | Trochę świeżej krwi, ale i trochę napsutej

697
0

Wolfenstein: Youngblood to spin-off popularnej serii FPS-ów mieszających sci-fi z historią. Tym razem tatuś BJ Blazkowicz sobie trochę odsapnie, a do akcji wkraczają dwie jego córki. Youngblood proponuje nową formułę rozgrywki, z nastawieniem na co-op. Przyglądamy się temu, czy ta zmiana wyszła na dobre…

Słowem wstępu

Wolfenstein: Youngblood

Poprzednia odsłona serii Wolfenstein, czyli The New Colossus, imponowała reżyserią i artyzmem scenek przerywnikowych. Jako komentarz społeczny była świetna, jako gra – nieco mniej.

Nic jednak na to nie poradzę, że mam słabość do mordowania nazistów. Zmiana konwencji w Wolfenstein: Youngblood na dodatek wzbudziła moją ciekawość. Uznałem, że studio Arkane, mające na swoim koncie świetną serię skradanek Dishonored, może wstrzyknąć nową jakość.

Wolfenstein II – największy skok graficzny na Xbox One X

Oczywiście zważywszy na fakt, że jest to tytuł budżetowy, kosztujący połowę typowej produkcji AAA nie miałem z drugiej strony wyśrubowanych oczekiwań. Wyobrażałem sobie, że gra urozmaici nudny okres wakacyjny solidną rozgrywką na dwa wieczory. Czy tak się właśnie stało?



Zmiana formuły – więcej swobody, ale…

Co do zabawy na dwa wieczory – tutaj Youngblood ostatecznie nie odbiegł od moich oczekiwań. Ważniejszą jednak kwestią jest to, czy był to czas dobrze spędzony? Moja odpowiedź nie jest jednoznaczna…

Wolfenstein: Youngblood

Do tej pory gry z serii Wolfenstein kojarzyły mi się z sianiem spustoszenia dorównującego nośności heavy-metalowej muzyki Micka Gordona. Z naciskiem na dzierżenie dwóch güwehr w rękach. Jako mordercza maszyna bojowa do ubijania naziolów w ciele BJ Blazkowicza czuliśmy się wszechpotężni.

Cóż… jeśli lubiliście to uczucie, to możecie się z nim pożegnać.

Zostało ono rozcieńczone i rozczłonkowane, po czym Arkane ulepiło z niego strukturę w formie gry-jako-usługi a’la The Division. Youngblood przy okazji odziedziczył część najbardziej irytujących cech tego typu produkcji, a więc przede wszystkim przeciwników w formie “gąbek na kule”. Moim zdaniem to zaprzeczenie tego, co reprezentował sobą do tej pory Wolfenstein. Tym bardziej, że seria ta słynęła ze znakomitego feelingu strzelania, a sztuczne przedłużanie walk umniejsza na znaczeniu wypracowanej wcześniej mechanice. W teorii oponenci mają różnego typu słabości na różnego typu pociski, ale biorąc pod uwagę to jak szybko kończy się amunicja, nierzadko pozostajemy bez właściwego typu, sfrustrowani.

Wolfenstein: Youngblood

Z drugiej strony, nie sposób jednak nie zauważyć zmian wprowadzonych zarówno do rozgrywki, jak i tonu opowieści. Youngblood wprowadza elementy rozwoju postaci, jak i daje graczowi możliwość usprawnienia ekwipunku. Krytykowana przeze mnie wcześniej walka z czasem zyskuje kolorytu. Niektóre bronie zmieniają przez to swoje właściwości i wtedy również walka nabiera różnorodności. Szkoda jednak, że momenty te następują dopiero pod koniec gry. Niestety, gdy wydaje się, że rytm będzie zachowany aż do finiszu, Youngblood rzuca nam jedną z najbardziej niedorzecznych walk z bossami.

Wprowadzone w tej odsłonie siostry Blazkowicz odświeżają fabularny ton i zapewniają odmienną dynamikę relacji z postaciami. Jako że Jess i Soph działają zawsze wspólnie, to ich przygody wypełnione są nieustannymi docinkami i afirmacją siostrzanej miłości. Właściwej fabuły jest tu jednak niewiele, więc jedyne co scenarzystom najbardziej udało się tu zaakcentować to ich osobowość. Historia jest wygodnie spięta początkową i końcową klamrą, a esencję gry stanowi rozgrywka solowa bądź kooperacyjna. Te dwa elementy składowe nie wchodzą sobie w drogę, co z jednej strony można odbierać jako zachowawcze, a z drugiej – jako świadome posunięcie, będące zamierzonym kompromisem.

Wolfenstein: Youngblood

Jeśli chodzi o konstrukcję gry, wstawki przerywnikowe witają nas jedynie na początku, tuż przed przedostatnią misją oraz na samym końcu. Kwintesencją rozgrywki jest seria zadań pobocznych i głównych, przyjmowanych od członków ruchu oporu w umiejscowionym w centrum Paryża punkcie wypadowym.

Początkowo to podejście wydaje się świeże, ale powtarzalność szybko daje się we znaki. Jest ona oczywiście mniej uciążliwa w rozgrywce kooperacyjnej. Jeśli jednak spodziewaliście się satysfakcjonującego single-playera, to kontrolowany przez Czwartą Rzeszę Paryż nie okazał się do tego najlepszym adresem. Mamy tutaj co prawda nieco swobody i dowolności w wykonywaniu misji, ale wszystkie z nich są wydmuszkami ulepionymi z tych samych, generycznych elementów, służącymi do wydłużenia czasu gry. Bardzo szybko straciłem złudzenie, że odnajdę tutaj jakieś skrawki fabularne, bo ich po prostu nie było.

Wolfenstein: Youngblood

Skłoniło mnie to zarazem do skupienia się do wykonywania misji głównych, które… okazały się rajdami w stylu Destiny / Division. Jakże inspirujące. Jedynie ostatnia wizyta w Laboratorium X była połączona zarazem z elementem narracyjnym, a przez to znacznie bardziej angażująca.

Niestety ta synteza mechaniki loot-shotera ze szczątkowymi elementami fabularnymi faworyzuje rozgrywkę co-op. W tej formie gameplay jest znacznie bardziej satysfakcjonujący (choć niewybitny). Ostatecznie próba potraktowania Youngblood jako “mięsistej” gry dla pojedynczego gracza skończyła się u mnie rozczarowaniem.

TV Philips PUS8804 Bowers&Wilkins | PIERWSZE TESTY |



Oprawa wizüalnä

Wolfenstein II: The New Colossus był imponującym technicznie tytułem, który ukazał się tuż przed Xbox One X, ale już w pełni wykorzystywał jego możliwości techniczne. Youngblood to również gra z naprawdę dobrą prezentacją. Jednakże nie uświadczymy tutaj ogromnego skoku technologicznego, bo tytuł napędza ten sam silnik id tech 6 co część poprzednią.

Wolfenstein: Youngblood

Twórcy gry oddali nam do dyspozycji trzy ustawienia graficzne na konsolach PS4 Pro i Xbox One X. Każde z nich powiązane jest ze skalowaniem rozdzielczości, które może być: wyłączone, włączone lub agresywne.

W tym pierwszym wariancie otrzymamy natywne 4K (na Xbox One X), ale odbije się to poważnym kosztem płynności. W tym przypadku możemy liczyć na przeciętnie około 35 FPS-ów. Nawet świetna interpolacja tego- i zeszłorocznych Samsungów tego nie zamaskuje. Domyślnie włączonym ustawieniem jest dynamiczne skalowanie rozdzielczości (wersja nieagresywna). Jest ono w moim odczuciu całkiem dobrym kompromisem i zapewnia rozdzielczość 1440p na PS4 Pro i Xbox One X. Owszem, zauważalny jest spadek rozdzielczości, co manifestuje się mniejszą ostrością oraz słabszym antyaliasingiem. Jednakże nie oszukujmy się – hiper-kinetyczna akcja Youngblood nie daje zbyt wielu powodów do zatrzymywania się celem podziwiania scenerii. Następują pewne wahania płynności (szczególnie przy orgii laserów), a klatkaż zazwyczaj oscyluje między 50 a 60 FPS. Mimo wszystko jest to ustawienie, które osobiście bym rekomendował.

Agresywne skalowanie zaś przybliża rozgrywkę do 60 FPS, choć nie czyni jej odporną na lekkie spadki. Tutaj najbardziej widać ofiarę złożoną z pikseli w pionie i poziomie. Wzrost wydajności jest tutaj co prawda lekko odczuwalny, ale nie polecałbym wybierać tego ustawienia zamiast domyślnego.

Wolfenstein: Youngblood

Wyróżniającymi się elementami oprawy są tu efekty cząsteczkowe w tym rozbłyski laserów, wybuchy i płomienie. Bardzo ładna jest tutaj również interakcja światła i cienia, jak również metaliczne refleksy różnych powierzchni wewnątrz budynków przy kontakcie z oświetleniem. Szkoda, że brakuje tutaj HDR-u, gdyż czasami naziści wtapiają się ze swoimi czarnymi mundurami w ciemniejsze elementy scenerii.

Resident Evil 2 | RECENZJA | Xbox One X 4K HDR (analiza)

Platformą, która oferuje najbardziej optymalne wrażenia to PC. Jeśli interesuje nas rozgrywka w 1080p przy wysokich ustawieniach, to wystarczy tutaj nawet starsza karta pokroju NVIDIA GeForce GTX 970 lub 1050Ti do osiągnięcia ponad 60 FPS. 1440p przy najwyższych detalach potrzebuje układów pokroju AMD Radeon RX 590 / GeForce 1070 GTX wzwyż. Z kolei do 4K przy 60 FPS będzie już potrzebna któraś z najnowszych kart NVIDII z serii RTX (2060, 2070, 2080).

Wolfenstein: Youngblood

Skoro już o tych ostatnich mowa, Youngblood ma szansę dzięki nim stać się najbardziej zaawansowanym technologicznie tytułem na silniku id tech 6. Powraca tutaj wprowadzona najpierw przy The New Colossus technologia NVIDIA Adaptive Shading (NAS), czyli cieniowanie adaptacyjne. Odpowiada ona za selektywne wybieranie, które obszary renderować z wyższą dokładnością i szybkością. Dzięki NAS możemy podwyższyć wydajność gry, ale funkcja ta jest dostępna wyłącznie na kartach o architekturze Turing (czyli NVIDIA GeForce RTX 2000). Na zapowiadany Ray Tracing przyjdzie nam jeszcze jednak poczekać. Oryginalnie miał być dostępny na premierę gry, ale ostatecznie deweloperzy przesunęli w czasie implementację tego rozwiązania. Gdy ostatecznie zostanie ono wprowadzone, powinniśmy móc cieszyć się realistyczniejszymi cieniami, bardziej szczegółowym oświetleniem i jeszcze bardziej naturalnymi refleksami.

Days Gone | RECENZJA | PS4 Pro 4K HDR



Podsumowanie i rekomendacja

Wolfenstein: Youngblood stara się bezpardonowo zmienić sprawdzoną formułę poprzedniczek. Nie jestem jednak fanem tego, jak wszystkie nowe pomysły wyszły w praktyce. Założenia są dobre, ale niestety zostały one wykolejone przez nadmierny ukłon w stronę żmudnego systemu progresji (tudzież “orki”) z gier-usług. Technologicznie to solidna gra i jeśli jesteście pewni, że będziecie mieli towarzyszkę / towarzysza do zabawy, to Youngblood będzie niezłym zakupem. Niestety nie mogę rekomendować tego tytułu osobom preferującym wyłącznie rozgrywkę w pojedynkę.

Plusy:

  • Rozgrywka kooperacyjna z żywym graczem jest przyjemna
  • Solidne technologicznie rzemiosło
  • Usprawnianie obroni oferuje szereg ciekawych opcji taktycznych
  • Świetny system poruszania się

Minusy:

  • Przeciwnicy to “gąbki na kule”, nawet na “Easy”
  • AI naszego kompana bardzo często zawodzi
  • Fatalna ostatnia walka z bossem
  • Potencjał single-playera jest mocno ograniczony

Cena: 124 zł

Kopię gry dostarczył wydawca – Cenega Polska (data wydania: 26.07.2019)
Gra testowana na telewizorze Ultra HD 4K HDR Samsung Q7N oraz Philips OLED PUS8804 + soundbar Samsung MS6501 i konsoli PS4 Pro oraz PC z kartą NVIDIA GeForce RTX 2080Ti

(697)

Jakub Krawczyński Fascynuje mnie świat filmu, technologii i popkultury ogólnie, a poza dobrym kinem samym w sobie, doceniam także świetną jakość obrazu - tak w grach, jak i filmach.

Dodaj komentarz

avatar

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

  Subskrybuj  
Powiadom o