Zaskoczenie tygodnia, albo nawet miesiąca! Recenzja filmu “Eternity. Wybieram ciebie”
Urokliwy romans osadzony po drugiej stronie życia okazuje się być zaskoczeniem tygodnia albo miesiąca. Czy warto pójść do kina na “Eternity. Wybieram ciebie”?
Wszystkie recenzowane filmy oglądamy osobiście i przedpremierowo w kinach. Nasze opinie bazują na latach doświadczeń i są pełne szczegółów, które doceni każdy prawdziwy kinoman.
Film “Eternity. Wybieram ciebie” czeka w polskich kinach. Warto obejrzeć? Nasza recenzja
David Freyne bierze na warsztat pytanie, które wielu z nas nurtuje od zawsze: co by było, gdybyśmy musieli wybrać jedno towarzystwo na całą wieczność? Przez pryzmat Joan (Elizabeth Olsen), emerytowanej nauczycielki stojącej na rozdrożu po śmierci, film daje nam lekką, a jednocześnie pełną melancholii podróż, zmuszając do refleksji nad wydarzeniami, które swego czasu wydawały się ostateczne.
Na początku poznajemy Joan i jej męża Larry’ego (Miles Teller), którzy spędzili razem 65 lat życia, aż do nagłej, nieco ironicznej śmierci Larry’ego podczas rodzinnej uroczystości. Po jakimś czasie Joan dołącza do niego w zaświatach, ale szybko pojawia się ktoś trzeci – jej pierwszy mąż Luke (Callum Turner), poległy w wojnie dekady temu, który przez całe lata czekał na nią w czymś na kształt dworcowej poczekalni istnienia. Joan dostaje wyjątkową szansę: przez tydzień może spróbować „wieczności” z każdym z nich, zanim podejmie decyzję. Pomagają jej w tym nieco abstrakcyjni doradcy pośmiertni, grani przez John Early’ego i Da’Vine Joy Randolph, oraz przyjaciółka Karen (Olga Merediz).
Przeczytaj również inne nasze recenzje nowości z ostatnich dni i tygodni:
- ZOBACZ: Recenzujemy “Stranger Things 5” po 4. odcinkach! Serial znów zachwyca… i frustruje
- ZOBACZ: Recenzujemy 2. sezon “Landmana”! To jedna z najbardziej wyczekiwanych produkcji tego roku
- ZOBACZ: Hollywoodzki debiut Jana Komasy! Nasza RECENZJA filmu “Rocznica”
- ZOBACZ: Jedno z najciekawszych zjawisk telewizyjnych 2025 roku? Oceniamy “Pluribus” po kilku odcinkach w 4K HDR!
- ZOBACZ: Recenzujemy film “Uciekinier” – premiera w Polsce! Na taki hit po prostu trzeba pójść do kina, prawda?
Elizabeth Olsen gra z wyczuciem: jej Joan jest ciepła, ironiczna i jednocześnie wyraźnie zraniona. Między Olsen, Tellerem i Turnerem wyczuwa się prawdziwą chemię, co sprawia, że ich emocjonalna relacja nie przypomina farsy, lecz prawdziwy życiowy dramat. Drugoplanowe role pełnią raczej funkcję komicznego bufora, balansując wzruszenie lekkim absurdem. Wizualnie film to hybryda pomiędzy teatralnością a… snem. Zdjęcia Ruairí O’Briena tworzą świat zaświatów, który różni się od typowych szarych i pustych wizji. Zamiast mroku mamy jasne, miękkie światło i ciepłe kolory pełne nadziei.
Stacja, gdzie spotykają się zmarli, przypomina starą poczekalnię dworcową wymieszaną z kolorowym festiwalem. Film znakomicie wygląda na dużym ekranie, a efekty robię niemałe wrażenie: widać, że dużą część stanowią rozwiązania praktyczne, co tylko podnosi poprzeczkę produkcji. Nie da się jednak nie zauważyć sytuacji, gdy jedynym rozwiązaniem mogło być CGI i wtedy film może nie zachwycać. Nie przeszkadza to aż tak bardzo, ale delikatnie wybija z rytmu. Zwraca uwagę również muzyka Davida Fleminga, który świetnie uzupełnia film tam, gdzie jest to potrzebne.
Chemia między główną trójką sprawia, że z łatwością angażujemy się w dylemat głównej bohaterki. Ale fabuła rozwija się nierówno: środkowa część nieco traci tempo, a zakończenie, choć ciepłe, jest przewidywalne i nie do końca wykorzystuje potencjał całego filmu. Drugoplanowi bohaterowie często pełnią funkcję ozdobną, a ich wątki szybko się rozmywają – to chyba największy problem, jeśli chodzi o tę produkcję, bo wydawać by się mogło, że w filmie jest wystarczająco miejsca, by zmieścić także dodatkowe historie.
Trzeba jednak przyznać, że reżyser umie zachować równowagę pomiędzy humorem, więc całość wydaje się krótsza, niż jest w rzeczywistości. Nie wszystko się tu udało, ale czasami szukanie odpowiedzi jest ważniejsze, niż jej znalezienie, więc po wyjściu z kina część z widzów może zechcieć przemyśleć niektóre sprawy. Lubimy takie kino, tym bardziej że nie jest go aż tak wiele na dobrym poziomie. “Eternity. Wybieram ciebie” nie przewróci niczego świata do góry nogami, ale to może być bardzo dobry pomysł na udane spędzenie wolnego czasu.
Zobacz więcej:
- Co oglądać w tym tygodniu? Dwie ciekawe nowości Netflix i SkyShowtime
- Nowy świąteczny hit na Netflix. To film numer 1 na początek grudnia!
- Kontynuacja filmu-fenomenu od DZIŚ na Netflix! „Troll 2” już jest!
- Jeśli masz coś obejrzeć w tym tygodniu, to na pewno ten serial. Na Netflix wrócił KRÓL
- Te filmy i seriale za chwilę znikną z HBO Max! Masz ostatni moment, by nadrobić głośne tytuły



