Home Konrad Kozłowski

Konrad Kozłowski

Konrad Kozłowski


Komedia bez ładu i składu, ale z niespodzianką. Venom 2: Carnage – recenzja

Sony bez większych planów nakręciło "Venoma", który okazał się być większym filmem niż sądzono. To ważna produkcja nie tylko ze względu na powrót tej postaci na duży ekran czy sukces finansowy, ale okazała się być przełomową, gdy chodzi o mariaż uniwersum Sony i Marvela. Powstanie sequela było więc pewne, ale nie wiem, czy na coś takiego czekali fani.


Spektakl, który wymaga najlepszego kina. Diuna – przedpremierowa recenzja

Mając w pamięci "Sicario", "Nowy początek" i "Blade Runner 2049" nie sposób nie oczekiwać po "Diunie" wielkiego widowiska. Grunt, jakim jest książka Franka Herberta, pozwala na wykreowanie przepięknego i brutalnego świata, który zasysa atmosferą i klimatem, ale najtrudniejszym wyzwaniem było stworzenie dobrej historii. Jak poradzili sobie reżyser i scenarzyści? Przedpremierowo oceniamy "Diunę" Denisa Villeneuve.


Oto Bond godny naszych czasów. “Nie czas umierać” – recenzja

Daniel Craig nie był Jamesem Bondem dla wszystkich, ale zdanie o nim zmieniło wiele osób po premierze "Casino Royale", a także "Skyfall". Według takiej wyliczanki, to właśnie "Nie czas umierać" powinien być udany filmem, bo producenci działali trochę w kratkę. Nie każdy będzie zachwycony takim Bondem, ale w mojej ocenie to dokładnie taki agent 007, jakiego przygody powinniśmy oglądać w 2021 roku.


Za dużo Disney’a w Marvelu. Recenzja filmu “Shang-Chi i legenda dziesięciu pierścieni”

Zwiastuny "Shang-Chi i legenda dziesięciu pierścieni" zapowiadały nam coś odmiennego od tego, co do tej pory oglądaliśmy w ramach filmów uniwersum Marvela. Gdyby nie tytuł i logo Marvel Studios, niektórzy mogliby uznać, że to zupełnie odrębny film łączący w sobie sztuki walki i tajemniczą magię. Po seansie jestem rozdarty, jeśli chodzi o ocenę tego filmu, ponieważ pierwsza połowa filmu była znakomita, ale druga część została obdarta z tej wyjątkowości i sięgnięto po najprostsze narzędzia, by zakończyć film.


Godzilla vs. Kong, czyli pojedynek gigantów na dużym ekranie. Recenzja filmu

Czy dzisiaj każde studio musi posiadać rozwijające się filmowe uniwersum? Nie sposób nie zadać sobie takiego pytania, skoro po sukcesie Marvela większość graczy na tym rynku skupia się na tworzeniu serii ściśle powiązanych ze sobą filmów. Warner Bros. zdecydowało, że postawi na MonsterVerse i zamiast realizować niezależne od siebie produkcje z monsterami utworzy wspólne podwórko dla nich wszystkich. Początki są, mimo wszystko, dość skromne, bo powstały zaledwie cztery tytuły, z których dwa są wprowadzeniem w historię i genezę potworów. Dzięki nim wiemy, jak wyglądały początki Godzilli i Konga, dlatego zapowiedź konfliktu pomiędzy dwoma tak znanymi monsterami wywołała nie lada emocje, tym bardziej, że obydwa uznawane są za te sprzyjające ludziom. Warner Bros. zaprzęgło speców od CGI i zorganizowało największe igrzyska w historii ludzkości. Jak wypada “Godzilla vs. Kong” na ekranie?


Dwie godziny czystego kina zemsty – satysfakcja gwarantowana. Jeden gniewny człowiek – recenzja

Guy Ritchie miewa lepszą i gorszą formę, co niestety widać po jego filmach. Patrząc na jego dorobek można bez problemu wskazać filmy świetne, dla niektórych wybitne, ale bez problemu możemy wymienić także te mniej udane filmy, które bywały nawet określane mianem klapy. Gdy ogłoszono, że następnym projektem Guy’a Ritchiego będzie film z Jasonem Stathamem, wielu zakrzyknęło z zachwytu, bo aktor ten jest utożsamiany z filmami akcji, którymi tak świetnie bawi się popularny reżyser. Po tym, co pokazał w “Sherlocku Holmesie” czy “Kryptonimie UNCLE” oczekiwaliśmy delikatnie zawiłej fabuły i fenomenalnych scen z wymianą ognia i walką wręcz. Po “Dżentelmenach” natomiast liczyłem, że Ritchie zdoła przygotować intrygujące twisty, które spowodują, że seans nie będzie taki prostolinijny, jak przy większości filmów ze Stathamem.


Potknięcie mistrza thrillerów niemal stało się komedią. “Old” – recenzja filmu

Nazwisko M. Nighta Shyamalana ma wiele skojarzeń, dlatego wyjście do kina na jego nowy film może budzić pewne obawy. Z jednej strony to twórca "Split" i "Servant" - dwóch świetnych produkcji, do których lubię wracać. A z drugiej strony reżyser zdołał nie raz, nie dwa zawieść nasze oczekiwania. "Old" wydawał się filmem, który mógłby na dość długi czas zakończyć spekulacje i pozwolić mu uciec od etykiety nierównego twórcy. Mógł, ale M. Night Shyamalan chyba zatracił instynkt samozachowawczy.


Netflix naprawia polski serial, gdy wszyscy zwątpili. Rojst ’97 – recenzja

Samo zniknięcie serwisu Showmax nie wywołało tak silnych emocji, jak perspektywa braku szans na zamknięcie historii, do której platforma napisała pierwszy rozdział. "Rojst" był ich pierwszym dużym serialem i jak się później okazało, niestety, ostatnim. "Rojst" nam się spodobał, ale finał sezonu rozczarował i pozostawił u widzów tak duży niesmak, że opinie krążące o serialu wybrzmiewały dość negatywnie. Czy zasłużenie? Trochę tak, bo pozostawienie nie tylko uchylonej, ale wręcz otwartej na oścież furtki dla kontynuacji mogło sfrustrować. Gdy Netflix zainteresował się katalogiem Showmaksa, chyba nikt nie przypuszczał, że platforma podejmie się nakręcenia drugiej serii "Rojsta", a jednak tak się stało. "Rojst '97" pokazał, że było warto.


Recenzja kinowa “Legion samobójców: The Suicide Squad”. Soczysta rozrywka w rytm komediowej demolki 6 sierpnia w kinach!

W pięć lat po “Sucicide Squad” studio Warner Bros. wprowadza do kin “The Suicide Squad”. Zdziwieni? Skonfundowani? Taka reakcja jest jak najbardziej na miejscu, bo nie mamy do czynienia z rebootem serii, przeróbką pierwszej części, ani kontynuacją. To zupełnie inny film i inna historia, ale z kilkoma wspólnymi punktami. Na fotelu reżysera posadzono Jamesa Gunna, który wyczarował dla nas m. in. “Strażników z Galatyki”, więc oczekiwania wobec jego filmu są zrozumiałe. Po seansie byłem prawie w pełni usatysfakcjonowany tym, co zobaczyłem, dlatego podzielę się tym, co mi się spodobało w nowym “Legionie samobójców”, a co nie.


Czarna Wdowa z poślizgiem otwiera 4. fazę MCU. Czy warto było czekać? Recenzja

Ponad rok musieliśmy czekać na kinowy debiut “Czarnej Wdowy”. Nowy rozdział Marvel Cinematic Universe właśnie się rozpoczął, mimo że widzowie mają już okazję oglądać serialowe przygody swoich ulubieńców na Disney+ dzięki “WandaVision” i “Lokiemu”. Nic nie daje jednak takiej frajdy, jak duży ekran i odpowiednie nagłośnienie, dlatego na powrót filmów MCU czekałem bardziej, niż na epizodyczne debiuty wspomnianych seriali. “Czarna Wdowa” nie zawodzi jako widowisko, ale to nie oznacza, że Marvel przygotował idealny film.