Gdy ludzie dowiadują się o czym jest ten film, rezygnują z seansu. To bardzo duży błąd! “Wielki Marty” – recenzja
O “Wielkim Martym” mówi się teraz bez końca, ale gdy wiele osób dowiaduje się o czym jest ten film, rezygnuje z seansu. To bardzo duży błąd. Zapomnijcie o nudnej, podręcznikowej biografii. Ta historia to istne szaleństwo.
Wszystkie recenzowane filmy oglądamy osobiście i przedpremierowo w kinach. Nasze opinie bazują na latach doświadczeń i są pełne szczegółów, które doceni każdy prawdziwy kinoman.
Film “Wielki Marty” imponuje. Warto obejrzeć w kinie? Nasza recenzja
Opowieść przenosi nas do żydowskiej społeczności Brooklynu w latach 50. XX wieku. Główny bohater, Marty Mauser (w tej roli Timothée Chalamet), zaczyna jako nieśmiały sprzedawca butów w małym sklepiku. Jego życie wywraca się do góry nogami, gdy odkrywa pasję do tenisa stołowego – ping-ponga, jak go wtedy nazywano. Zwykły marzyciel błyskawicznie przeistacza się w bezwzględnego króla rakietki i buduje imperium, które ma podbić całą Amerykę. Ale sukces ma swoją cenę: Marty gubi przyjaciół, rodzinę i samego siebie w pędzie za dominacją. Fabuła galopuje przez dekady, od podwórkowych meczów po międzynarodowe turnieje, a my cały czas widzimy, co dzieje się z tym popularnym amerykańskim snem.
Timothée Chalamet jako Marty to absolutne objawienie. Aktor przeszedł niesamowitą metamorfozę – od neurotycznego chłopaka z sąsiedztwa po wyrachowanego rekina biznesu. Jego gra jest hipnotyzująca, od drżenia rąk przed ważnym meczem po chłodny, szyderczy uśmiech podczas negocjacji. Gwyneth Paltrow w roli tajemniczej miłości Marty’ego kontrastuje z chaosem protagonisty. Świetnie wypadają też role drugoplanowe, szczególnie ojciec Marty’ego, który ucieleśnia trudne, patriarchalne relacje, oraz rywale przy stole.
Zachęcamy do sprawdzenia naszych recenzji najnowszych filmów i seriali w kinach oraz na VoD:
- ZOBACZ: Prawdziwa perełka początku 2026 roku! Mocne zaskoczenie – recenzujemy film “Pomocy”
- ZOBACZ: Serialowe zaskoczenie na SkyShowtime? Oglądamy “Ponies” z gwiazdorską obsadą! Recenzja
- ZOBACZ: To nadal MCU? “Wonder Man” podbija Disney+! Nasza recenzja serialu
- ZOBACZ: Najgłośniejszy film początku roku i najbardziej wzruszająca historia, jaką widzieliśmy od dawna! Recenzujemy “Hamnet”
- ZOBACZ: Uwielbiany western wrócił. Recenzujemy 2. sezon “Billy the Kid” – brakuje tylko jakości obrazu i dźwięku!
Josh Safdie zachwyca swoim stylem – dynamicznym, chaotycznym, ale precyzyjnym. Znany z dokumentów i komedii, świetnie miesza humor z dramatem. Jego reżyseria to świetny przykład w pokazywaniu obsesji: kamera nie odstępuje Marty’ego na krok, co buduje poczucie klaustrofobii. Chalamet dostał tu mnóstwo przestrzeni, by pokazać swoje umiejętności, a miesiące treningów przy stole sprawiły, że każdy jego ruch wygląda autentycznie. Ścieżka dźwiękowa autorstwa Daniela Lopatina (znanego jako Oneohtrix Point Never) to jeden z największych atutów. Syntezatory zmieszane z orkiestrą tworzą hipnotyczne melodie, idealnie oddające i rytm meczu, i rozbiegane myśli Marty’ego. Znakomite wyczucie. W połączeniu z genialną warstwą wizualną – ziarnistym obrazem taśmy i ciepłymi kolorami – film staje się wręcz doświadczeniem, które działa na nas przez cały czas trwania.
Operatorzy użyli kamer 35 mm z cyfrowym wykończeniem, dając ciepłe, ziarniste kolory lat 50., które mocno kontrastują z ostrymi światłami hal sportowych. W scenie klubowego meczu światło reflektorów odbija się wiarygodnie od stołu i można pomyśleć przez chwilę, że te toczone spotkania rozgrywały się naprawdę.
Oczywiście skorzystano z CGI, bo nawet tak utalentowany i wytrenowany Chalamet nie zdołałby zagrać jak profesjonalista, ale ostatnie lata pokazały nam, że dobre aktorstwo i skuteczne efekty mogą nas szybko oszukać (“Challengers” chociażby). Film nie jest jednak popisem takich efektów, bo wcześniej wymieniona taśma filmowa, paleta barw czy stylistyczna muzyka, to tylko narzędzia mające zbudować odpowiednią aurę wokół… występu aktorskiego. Dynamiczny montaż i miłe dla oka cięcia powodują, że te dwie i pół godziny zlatuje bardzo szybko.
Nie wszystko jest jednak idealne. Tempo czasem szaleje, szczególnie w drugiej połowie, skupionej na biznesie, gdzie akcja zwalnia, a postacie drugoplanowe giną w cieniu Marty’ego, czyniąc nawet świetne występy płytkimi. Safdie przesadza też z chaotyczną kamerą, co w dłuższych sekwencjach po prostu męczy wzrok. Chalamet jest genialny, ale jego akcent bywa momentrami karykaturalny, a happy end jest – mimo wszystko – trochę naciągany.
Jednak te drobne wady nie psują całości. „Wielki Marty” to porywająca mieszanka dramatu i sportu, która udowadnia, że za sławę zawsze płaci się najwyższą stawkę. To mocne kino, które zdecydowanie warto zobaczyć na dużym ekranie.
Zobacz więcej:
- „Piekło kobiet” – nowy polski serial HBO Max. Mamy zwiastun i datę premiery!
- Polskie sci-fi hitem na Prime Video! Pokazuje Polskę po apokalipsie
- Serial Marvela z Disney+ SKASOWANY?! Kiepskie wieści o drugim sezonie
- Od DZIŚ na Netlfix aż 12 sezonów znakomitego serialu! Gotowy na potężny maraton?
- Prawdziwe HITY zaleją Prime Video. Serwis ogłosił premiery, które podbiją świat!



