Home Strefa filmu Recenzje filmów kinowych i seriale Stranger Things: sezon 3 | RECENZJA |
Stranger Things: sezon 3 | RECENZJA |

Stranger Things: sezon 3 | RECENZJA |

2.29K
0

“Stranger Things” wypracowało zwycięską (komercyjnie) formułę będącą połączeniem nostalgicznego hołdu latom 80., jak i umiejscowienia akcji w ramach tamtej epoki, pokazanej przez pryzmat bandy nerdów. Sam pomysł oczywiście nie jest wielce oryginalny, bo jego współczesnych, stylistycznych korzeni możemy doszukać się choćby w filmie “Coś za mną chodzi”. Niemniej jednak, to właśnie serial braci Duffer stworzył pewien uniwersalny model odniesienia, widoczny w filmach tak od siebie tonalnie odległych, jak “To” czy “Bumblebee”.

Przeczytaj o lipcowych nowościach w Netflix

Trzeci sezon popularnej produkcji Netflixa można w skrócie podsumować odnosząc się do słów Jima Hoppera, które padają w ostatnim odcinku. Rozwinął się, dojrzał i nie bał się odejść z miejsca, w którym nie mógł pozostać na zawsze – akceptując zmiany. Tak, “Stranger Things” jeszcze bardziej zboczyło od sprawdzonych schematów, ale to nic złego. Serial nie mógłby już rozwinąć się, gdyby jedyne na czym mu zależało to fiksacja na latach 80.

Nie znaczy to, że jej tutaj zabrakło, ale wszelkie odniesienia zostały wprowadzone subtelniej, co pozwoliło też ewoluować linii fabularnej. Moim zdaniem, “Stranger Things 3”, poza remiksowaniem popkultury, dołożył najwięcej “wkładu własnego” i pokazał swój potencjał nie jako agregat nawiązań, ale bardziej niezależny, autorski twór.

Stranger Things

Showrunnerzy serialu rozłożyli bardziej indywidualnie akcenty na poszczególne podwątki, ale z momentem rozwiązania akcji nie pozostawili niczego (poza tym, co takie miało pozostać) niedopowiedzianym. Atuty trzeciego sezonu “Stranger Things” nie są jednak natychmiastowo widoczne (a przynajmniej nie były dla mnie). Potrzebują one czasu, aby się uwidocznić i zazębić się w sensowny sposób. Gdy jednak do tego dochodzi, a w moim przypadku ten moment nastąpił na przełomie odcinka trzeciego i czwartego – całość dochodzi do bardzo satysfakcjonującego rozwiązania. Nawet postać Hoppera, z początku szorstka i nieznośna, stworzona jest z taką dynamiką, że z końcem sezonu zapominamy o jego usposobieniu z początku.

Stranger Things

Bo nawiązania do “Coś” Carpentera i “Inwazji porywaczy ciał” (łupieżca umysłów, nazwisko Driscoll) to jednak za mało. I chyba doskonale z tego bracia Duffer zdawali sobie sprawę. W sezonie drugim miałem poczucie, że przesadnie skonstruowano jego znaczną część jako wymówkę do tego by dokooptować naszym bohaterom kogoś do pary.

Stranger Things

Tutaj natomiast całą linię fabularną rozbito na kilka solidnie rozwiniętych podwątków, z relacjami na linii Robin-Steve, Mike-Eleven, Nancy-Jonathan i Hopper-Joyce. Przy okazji dobrze wysunęła się na pierwszy plan siostra Lucasa, która jest większym nerdem, niż miałaby czelność się przyznać. Ekscentryczny detektyw Murray także staje się tutaj prominentną postacią z bardzo dobrym pożytkiem (szczególnie humorystycznym) dla całego serialu. Zanim dojdę do najbardziej oczywistego wniosku, bardzo podobały mi się role rosyjskiego Arnolda Schwarzeneggera (Andrey Ivchenko) oraz Alexeia (Alec Utgoff). Jedną z najjaśniejszych gwiazd trzeciego sezonu “Stranger Things” niewątpliwie jednak była Maya Hawke, grająca Robin, koleżankę Steve’a z lodziarni Scoops Ahoy. Co ciekawe – jeśli dobrze się temu przyjrzeć – usposobieniem bliżej jej do alt-rockowej dziewczyny z lat 90. aniżeli lat 80.

Stranger Things

Trzeci sezon nieubłaganie przypomina głównym postaciom (i nam samym) o dorastaniu i nie boi się ich od siebie separować. Dzięki temu zabiegowi uwidaczniają się nowe, niewidoczne dotąd akcenty, a mimo wszystko do tryumfu nadal dochodzi dzięki wiedzy stricte “nerdowskiej”. Uważam zarazem, że twórcy stworzyli przy tym dostatecznie bogate fundamenty, aby kolejne sezony komfortowo podążały w dowolnym kierunku.


ZOBACZ TAKŻE: Stranger Things: trzeci sezon przyciąga byłych abonentów


Nie będzie on trwał wiecznie, gdyż duet Dufferów przewidywał maksimum 5 sezonów, ale jestem pewien, że kolejny z nich będzie jeszcze odważniejszy i oryginalniejszy niż ten właśnie miniony. A jak dowiedzieliśmy się z genialnego monologu Lucasa o New Coke i filmie “Coś” – może to oznaczać coś “słodszego, śmielszego i lepszego”.

Ocena serialu – 5/6

(2288)

Jakub Krawczyński Fascynuje mnie świat filmu, technologii i popkultury ogólnie, a poza dobrym kinem samym w sobie, doceniam także świetną jakość obrazu - tak w grach, jak i filmach.

Dodaj komentarz

avatar

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

  Subskrybuj  
Powiadom o