Małpa zamiast aktora? Recenzujemy film “Better Man: Niesamowity Robbie Williams”
Małpa zamiast aktora? Takie rzeczy tylko w najnowszym filmie “Better Man: Niesamowity Robbie Williams” o kosmicznie popularnym artyście. Nasza recenzja!
- ZOBACZ TEŻ: Obietnica trzymania w napięciu do ostatniego odcinka. Serial “Paradise” na Disney+ – recenzja
Recenzja nowego filmu “Better Man: Niesamowity Robbie Williams” – warto obejrzeć w kinie?
Świat kina w ostatnich latach oszalał na punkcie muzycznych biografii. “Bohemian Rhapsody” o zespole Queen porwało tłumy, ukazując Freddiego Mercury’ego w całej jego charyzmie i złożoności. “Rocketman” z brawurową rolą Tarona Egertona jako Eltona Johna zachwycił wizualną feerią i szczerością w opowiadaniu o trudach sławy. “Elvis” Baza Luhrmanna, z Austinem Butlerem wcielającym się w króla rock and rolla, przeniósł nas wprost w wir szaleństwa lat 50. i 60.
Każdy z tych filmów odniósł duży lub bardzo duży sukces – zarówno kasowy, jak i artystyczny, udowadniając, że historie muzycznych legend wciąż mają moc przyciągania widzów do kin. Nic dziwnego, że twórcy coraz chętniej sięgają po ten sprawdzony przepis na filmowy hit. W końcu kto nie lubi zanurzyć się w świecie swoich idoli, przeżywać ich triumfy i porażki, a przy okazji delektować się kultowymi utworami w nowych, filmowych aranżacjach? Do tego grona dołączył właśnie “Better Man: Niesamowity Robbie Williams”, film opowiadający o życiu i karierze jednego z najpopularniejszych brytyjskich piosenkarzy, artysty, który od lat elektryzuje publiczność.
Robbie Williams to postać, której chyba nikomu nie trzeba przedstawiać. Ten charyzmatyczny wokalista, były członek boysbandu Take That, który podbił serca milionów fanów na całym świecie swoimi przebojami, takimi jak “Angels”, “Let Me Entertain You” czy “Rock DJ”. Jego kariera to prawdziwy rollercoaster – pełna spektakularnych sukcesów, ale i bolesnych upadków, kontrowersyjnych zachowań i walk z własnymi demonami. Życie prywatne Williamsa również nie należało do najłatwiejszych – burzliwe romanse, zmagania z uzależnieniami i presją sławy to tylko niektóre z wątków, które składają się na jego barwną biografię.
Jednak “Better Man” nie jest typową, cukierkową biografią muzyczną, jakich wiele. Już na pierwszy rzut oka widać, że twórcy postanowili zaryzykować i zejść z utartej ścieżki, oferując widzom coś zupełnie innego, coś, co zaskakuje i intryguje. Zamiast klasycznej, linearnej narracji, dostajemy historię opowiedzianą w nietypowy, momentami wręcz surrealistyczny sposób, z Robbie Williamsem wcielającym się w… małpę stworzoną za pomocą komputerowej animacji. Tak, dobrze przeczytaliście – małpę! I to właśnie ten odważny zabieg jest jednym z największych atutów filmu, kluczem do zrozumienia jego przesłania.
Oczywiście, pomysł z małpą może na początku wydawać się dziwny, a nawet budzić kontrowersje. Jednak z każdą minutą filmu przekonujemy się, że to strzał w dziesiątkę. To właśnie dzięki temu zabiegowi “Better Man” zyskuje na lekkości, humorze i nieprzewidywalności. Małpa staje się metaforą samego Williamsa, jego wewnętrznych zmagań, niepewności i lęków, a jednocześnie pozwala mu spojrzeć na swoje życie z dystansem i ironią. To jakby Williams puścił do nas oko, mówiąc: “Hej, spójrzcie, to ja, ale nie do końca na serio!”. “Better Man” to jednak nie tylko szalona, surrealistyczna jazda bez trzymanki. Film dotyka również poważnych, trudnych tematów, takich jak problemy rodzinne, uzależnienia, depresja czy presja sławy, z którymi borykał się Williams. Reżyser Michael Gracey, znany z musicalu “Król rozrywki”, z wyczuciem balansuje między humorem a dramatem, tworząc historię, która bawi, wzrusza i skłania do refleksji nad ceną sławy i pułapkami show-biznesu.
Mimo innowacyjnego podejścia do tematu, “Better Man” momentami wpada w pułapkę schematyczności, charakterystycznej dla biografii muzycznych. Fabuła podąża utartym szlakiem, od dzieciństwa bohatera, przez pierwsze sukcesy w Take That, aż po solową karierę, upadek i odkupienie. Niektóre wątki, jak np. relacja Williamsa z ojcem czy problemy z uzależnieniami, wydają się być potraktowane zbyt pobieżnie, a dialogi momentami trącą sztucznością.
Na szczęście te niedociągnięcia rekompensują spektakularne sekwencje muzyczne, które są prawdziwą ucztą dla oczu i uszu. Choreografia, kostiumy, scenografia – wszystko to robi ogromne wrażenie i wciąga widza w wir muzyki i emocji. Twórcy filmu zrezygnowali z klasycznego playbacku na rzecz autentycznego śpiewu i tańca, co dodatkowo podnosi wartość artystyczną tych scen. Dynamiczne ujęcia kamery, kreatywne wykorzystanie efektów specjalnych i świetnie zmontowane sceny tworzą niezapomniane widowisko, które na długo pozostaje w pamięci.
“Better Man” to film, który prawie na pewno podzieli widzów. Jedni zachwycą się jego oryginalnością, humorem i odwagą w łamaniu konwencji, inni zarzucą mu chaos, brak spójności i nadmierną długość. Jedno jest pewne – ta produkcja nie pozostawia obojętnym. To film, który warto zobaczyć, choćby po to, by przekonać się, że biografia muzyczna może być czymś więcej niż tylko laurką dla idola.
Zobacz więcej:
- Wielkie ogłoszenie Netfliksa! Wyczekiwane spełnienie marzeń widzów
- Szukasz dobrego filmu na wieczór? Mamy 3 propozycje od Netflix!
- Zwiastun wywołał lawinę komentarzy! Nadchodzi 4. sezon uwielbianego serialu od Netflix
- Serialowe premiery nadchodzącego tygodnia. Co czeka na fanów Netflix, MAX, Disney+, SkyShowtime?
- Zaszokował widownię, zupełna niespodzianka. Warto obejrzeć “Nocną sukę” na Disney+?


