To nadal MCU? “Wonder Man” podbija Disney+! Nasza recenzja serialu
Niektórzy po seansie mogą nie być pewni, czy to nadal MCU. A jednak! “Wonder Man” to Marvel i to ich najlepsza produkcja od bardzo, bardzo dawna!
Wszystkie recenzowane filmy i seriale oglądamy na najnowszym telewizorze OLED z Dolby Vision / HDR10+ oraz w systemie audio Dolby Atmos. Dzięki temu widzimy każdy detal obrazu i wychwytujemy nawet drobne niedociągnięcia – tak, jak chciał tego reżyser. Nasze opinie są pełne szczegółów, które doceni każdy prawdziwy kinoman.
Serial “Wonder Man” jest dostępny na Disney+ w jakości 4K i obsługą dźwięku przestrzennego Dolby Atmos.
Serial “Wonder Man” już rządzi na Disney+ – nasza recenzja!
Man Marvel po raz pierwszy naprawdę odważył się na miniserial, który nie próbuje być kolejnym „dużą” i widowiskową produkcją, lecz z pozoru skromną opowieścią o Hollywood. Musimy przyznać, że to jeden z bardziej odważnych, choć nie pozbawionych wad, kroków MCU w stronę lżejszej, bardziej ludzkiej opowieści.
Serial opowiada historię Simona Williamsa (Yahya Abdul‑Mateen II), młodego, drugoplanowego aktora pochodzenia haitańsko‑amerykańskiego, który od lat walczy o miejsce pod słońcem w hollywoodzkiej “machinie”. Jego życie to ciągła gonitwa po castingach, rezygnacji z marzeń i poczucia, że talent sam w sobie nie wystarczy. Sytuacja eskaluje, gdy dowiaduje się o remaku filmu „Wonder Man” – produkcji, która była dla jego ojca ikoną i która stała się dla niego osobistym celem do spełnienia się.
W tym samym czasie pojawia się Trevor Slattery (Sir Ben Kingsley), kiedyś komik, a potem „Mandaryn”, który teraz szuka nowego początku jako aktor, a jednocześnie pracuje dla Department of Damage Control pod kierunkiem agenta Cleary’ego (Arian Moayed). Od tego momentu „Wonder Man” staje się opowieścią o dwóch ludziach, którzy wspólnie próbują odzyskać sens swojej pracy, a jednocześnie kryją przed sobą najważniejsze sekrety: Simon – że odziedziczył po ojcu niezwykłe, ale niekontrolowane jonowe moce, a Trevor – że jest wciąż narzędziem systemu, który ma go wykorzystać do przeciwdziałania potencjalnie niebezpiecznym „superaktorom”.
Cała ta historia opiera się na dwóch głównych bohaterach, czyli Simonie i Trevorze. Yahya Abdul-Mateen II wykreował postać, która z jednej strony posiada niezwykły talent do charakteryzacji i wcielania się w innych, a z drugiej strony panicznie boi się zajrzeć w głąb siebie. Jego Simon to fascynująca mieszanka ogromnego samouwielbienia, dojmującej samotności oraz wielkiej wrażliwości. Jest to człowiek, który na castingach potrafi w mgnieniu oka stać się kimś zupełnie innym, jednak kompletnie nie radzi sobie z pokazywaniem swoich prawdziwych uczuć.
Zachęcamy do sprawdzenia naszych recenzji najnowszych filmów i seriali w kinach oraz na VoD:
- ZOBACZ: Najgłośniejszy film początku roku i najbardziej wzruszająca historia, jaką widzieliśmy od dawna! Recenzujemy “Hamnet”
- ZOBACZ: Uwielbiany western wrócił. Recenzujemy 2. sezon “Billy the Kid” – brakuje tylko jakości obrazu i dźwięku!
- ZOBACZ: Sąd, gdzie AI wydaje wyroki w 90 minut – recenzujemy kinową nowość “90 minut do wolności”!
- ZOBACZ: Czy “Powrót do Silent Hill” to aż tak nieudany film, jak wszyscy mówią? Oglądaliśmy i odpowiadamy!
- ZOBACZ: Recenzujemy “The Beauty” na Disney+! Mieszanka body-horroru z satyrą godna miana drugiej “Substancji?
Aktor po mistrzowsku łączy tutaj elementy komediowe z tymi poważniejszymi, ponieważ potrafi szczerze rozbawić nas w typowych dla Hollywood sytuacjach, jak choćby podczas nieudanych przesłuchań czy kłótni z reżyserem. Jednocześnie w kolejnej chwili potrafi być tak przekonujący, że bez trudu dostrzegamy pod tą fasadą kogoś, kto czuje się w życiu naprawdę zagubiony i niepewny.
Ben Kingsley nadal jest absolutnie bezkonkurencyjny jako Trevor Slattery i gra tę postać po prostu wyśmienicie. W tej historii jego bohater nie jest już tylko zabawnym facetem, którego kojarzymy z dawnych lat, ale staje się kimś znacznie głębszym i ciekawszym. Kingsley świetnie pokazuje, że Trevor szuka w świecie aktorstwa czegoś więcej niż tylko sławy – on pragnie szacunku, prawdziwego sensu życia, a może nawet szansy na naprawienie dawnych błędów.
Bardzo ciekawie obserwuje się też to, jak zmienia się jego relacja z Simonem. Wszystko zaczyna się dość zwyczajnie, od spotkania wielkiego fana ze swoim idolem, ale z czasem ich więź staje się coraz silniejsza i głębsza. Powoli, krok po kroku, ci dwaj mężczyźni zaczynają tworzyć dla siebie coś na kształt nowej, wyjątkowej rodziny, wspierając się nawzajem w trudnych chwilach. Dzięki takiemu podejściu do fabuły postać Trevora zyskuje zupełnie nowy wymiar, który sprawia, że oglądanie go na ekranie to czysta przyjemność.
Serial „Wonder Man” powstał w ramach specjalnego projektu Marvel Spotlight, co oznacza, że twórcy postawili na mniejszą, bardziej autorską opowieść, która nie przypomina typowych filmów o superbohaterach. Reżyser Destin Daniel Cretton wraz z całym zespołem skupił się na budowaniu intymnej atmosfery, więc zamiast wielkich bitew oglądamy głównie to, co dzieje się za kulisami. Przenosimy się do biur castingowych, hotelowych pokoi i na plan filmowy, co przywodzi na myśl takie produkcje jak „Birdman”. Odcinki są krótkie, trwają około dwudziestu pięciu minut, co nadaje całości dynamiczne, niemal komediowe tempo. Choć czasem odnosi się wrażenie, że fabuła pędzi trochę za szybko, ta lekkość jest bardzo miłą odmianą po długich i ciężkich produkcjach, do których przyzwyczaił nas Marvel.
Jeśli chodzi o stronę techniczną, serial świadomie unika przesadnego przepychu, aby nie przyćmić samej gry aktorskiej. Kolory są naturalne i przyziemne, dzięki czemu Hollywood wygląda jak prawdziwe miasto, w którym ludzie po prostu się męczą, kłócą i bywają smutni, a nie jak bajkowa kraina dla herosów. Nawet gdy główny bohater, Simon, używa swoich mocy, efekty specjalne są dawkowane z dużym wyczuciem. W jednej ze scen, gdy traci on nad sobą kontrolę, nie oglądamy efektownych akcji w zwolnionym tempie.
Całość zaserwowana jest w 4K UHD z Dolby Vision i Dolby Atmos, więc to idealne warunki nawet do oglądania kameralnej opowieści. Obraz jest ostry, dobrze nasycony, a HDR w kilku scenach z miłymi widoczkami naprawdę robi różnicę. Ponadto, kompozytor Joel P. West stworzył ścieżkę dźwiękową, która idealnie balansuje między żartem a powagą. Wesołe, typowo „filmowe” motywy przeplatają się z nostalgicznymi melodiami. Świetnie brzmią też sceny zakulisowe, gdzie wyraźnie słychać odgłosy pracy ekipy filmowej, co sprawia, że czujemy się, jakbyśmy sami byli na planie.
Oczywiście „Wonder Man” nie jest pozbawiony pewnych niedociągnięć. Niektórzy mogą narzekać, że główny bohater nie zmienia się wystarczająco mocno, a jego trudny charakter bywa momentami męczący. Przez to, że odcinki są krótkie, niektóre wątki poboczne mogą wydawać się dodane nieco na siłę i nie dostają tyle czasu, ile by potrzebowały. Jednak to właśnie ambicja, by stworzyć coś innego niż kolejny(serialowy) blockbuster, sprawia, że serial ten ogląda się inaczej, po prostu przyjemniej.
Zobacz więcej:
- Wakacyjny hit z kina od DZIŚ na HBO Max! Horror wreszcie dostępny w ofercie!
- Co za premiera na Disney+! Wyczekiwany serial nie zawiódł – od razu jest numerem 1!
- Najgłośniejszy film początku roku i najbardziej wzruszająca historia, jaką widzieliśmy od dawna! Recenzujemy “Hamnet”
- Uwielbiana historia wróciła na Netflix i RZĄDZI. To serialowy faworyt na weekend!
- Fani czekali jak na zbawienie. Serial „Billy the Kid” powrócił! Gdzie obejrzeć nowy sezon?



