Skrajne opinie, podzieleni widzowie i totalne zaskoczenie. Recenzja filmu “28 lat później – Część 2: Świątynia kości”!
Skrajne opinie, podzieleni widzowie i totalne zaskoczenie. Tak można opisać najnowszą odsłonę serii pt. “28 lat później – Część 2: Świątynia kości”. Czy warto oglądać?
Wszystkie recenzowane filmy oglądamy osobiście i przedpremierowo w kinach. Nasze opinie bazują na latach doświadczeń i są pełne szczegółów, które doceni każdy prawdziwy kinoman.
Film “28 lat później – Część 2: Świątynia kości” wreszcie w kinach! Nasza recenzja
Sequel został wyreżyserowany przez Nia DaCosta, który zabrał się za to uniwersum zarażonych wścieklizną zombie i odwrócił je do góry nogami, stawiając na pierwszym planie nie potwory, ale… przerażającą ludzką naturę. Film zbiera świetne noty, co czyni go jednym z najmocniejszych ogniw w serii, ale czy rzeczywiście jest tak dobry?
Fabuła skupia się na nastolatku Spike’u (Alfie Williams), który po ocaleniu z opresji wpada w łapy szalonego gangu Fingers, dowodzonego przez charyzmatycznego, ale psychopatycznego Sir Lorda Jimmy’ego Crystala (Jack O’Connell). Wszyscy w tej bandzie noszą wariacje imienia Jimmy – od empatycznej Jimmy Ink, czyli Kelli (Erin Kellyman), po sadystyczną Jimmimę. Spike musi walczyć o przetrwanie w rytuałach wtajemniczenia, podczas gdy doktor Ian Kelson (Ralph Fiennes), opiekun tajemniczego Bone Temple – ossuarium upamiętniającego ofiary epidemii – nawiązuje dziwną więź z alfa-zarażonym Samsonem (Chi Lewis-Parry). Gang terroryzuje ocalałych na farmie, w tym ciężarną Cathy (Mirren Mack) i Toma (Louis Ashbourne Serkis), co prowadzi do serii brutalnych starć.
Obsada to petarda: O’Connell jako Jimmy Crystal kradnie cały film – gość ma charyzmę szaleńca inspirowany realnymi potworami. Fiennes wnosi głębię do roli Kelsona, mieszając naukę z wiarą. Williams i Kellyman tworzą na ekranie autentyczną chemię outsiderów, a Lewis-Parry jako Samson to wizualny majstersztyk – olbrzym o ludzkich przebłyskach, co bywa naprawdę przerażające.
Podoba nam się, jak DaCosta pogłębia temat zła – nie w zombie, ale w ludziach, którzy tworzą kulty i torturują dla zabawy. Gang Fingers to chaotyczna, anarchiczna siła rodem z dystopijnych koszmarów, z rytuałami pełnymi gore i czarnego humoru. Sceny jak pożar stodoły czy wizyta w Bone Temple budują napięcie bez nadmiaru typowych jumpscare’ów, skupiając się bardziej na psychologicznym terrorze. Muzyka Hildur Guðnadóttir, z motywami rodem z oryginału i coverem Iron Maiden, potęguje chaos – te dźwięki wbijają się w pamięć, mieszając industrialny hałas z subtelnymi, niepokojącymi fragmentami. Reżyseria DaCosta jest precyzyjna: umiejętnie unika stylistyki Boyle’a z poprzedniego filmu, idąc w nietypową choreografię i skuteczne zbliżenia, co pozwala aktorom błyszczeć.
Zachęcamy do sprawdzenia naszych recenzji najnowszych filmów i seriali w kinach oraz na VoD:
- ZOBACZ: Recenzujemy serial “Rycerz Siedmiu Królestw” na premierę w 4K z HDR! Nowy hit HBO Max?
- ZOBACZ: Eksplozywny, nieprzewidywalny i z MEGA obsadą. Recenzujemy nowy hit “Łup” na Netflix!
- ZOBACZ: Seans serialu “Siedem Zegarów Agathy Christie” w 4K HDR dał odpowiedź. Warto obejrzeć nowość na Netflix?
- ZOBACZ: DZIŚ na Apple TV wrócił hitowy serial! “Porwanie” z Idrisem Elbą – warto obejrzeć?
- ZOBACZ: Recenzujemy 2. sezon “Nocnego recepcjonisty”! Powrót po latach – czy warto było tyle czekać?
Ale nie wszystko jest aż tak dopracowane. Tempo bywa nierówne – dłuższe partie z gangiem ciągną się przez powtarzalne tortury, co czasem nuży, a religijne aluzje (krzyże, Szatan, ofiary) bywają zbyt nachalne i tu wychodzą pokracznie. Brakuje trochę surowości oryginału – film wydaje się bardziej wymuskany , co dla niektórych odbiera punkowy klimat serii. W porównaniu do “28 lat później” jest tu mniej zainfekowanych, co buduje pewne napięcie, ale fani zombie mogą narzekać na mniejszą liczbę pościgów. Filmowany na Arri Alexa 35, oferuje krystaliczną ostrość i głęboki kontrast, idealny do mrocznych wnętrz, dzięki czemu film wygląda naprawdę świetnie. Nie inaczej jest z dźwiękiem, który na sali kinowej wybrzmiewa bardzo dobrze – wydaje nam się jednak, że jakość 4K z HDR-em docenimy dopiero w domach, bo “28 lat później – Część 2: Świątynia kości” może prezentować się jeszcze ładniej.
Z kina wychodzimy z przekonaniem, że Nia DaCosta dostarczyła sequel, który nie tylko dorównuje oryginałowi, ale w niektórych aspektach go przewyższa – brutalnością, psychologią, oprawą wizualną i obsadą aktorską. Film bierze znane uniwersum i odwraca je, stawiając na “ludzkie potwory” ponad typowe zombie, co nadaje serii nowej głębi, chociaż nierówne tempo i czasem zbyt ciężkie metafory religijne lekko hamują rozmach.
Cała seria ewoluuje na przestrzeni lat bardzo udanie: pierwszy film Danny’ego Boyle’a z 2002 roku zrewolucjonizował zombie z dynamicznymi, zarażonymi wścieklizną potworami i taką punkową energią, “28 tygodni później” (2007) dodał polityczne tło i międzynarodowy zasięg, a “Świątynia kości” zamyka środkowy rozdział po “28 lat później” jako najbardziej dojrzały i refleksyjny fragment całej tej historii, eksplorując dla odmiany ludzkie zło. Finał, który może być arcydziełem, nadchodzi, więc zaczynamy odliczać do 5. części od Danny’ego Boyle’a.
Zobacz więcej:
- SZOK! Fan GTA VI zagra w grę przed premierą. Ta historia chwyta za serce
- Genialna strategia od dziś ZA DARMO na PC w Prime Gaming! 3 tytuły do pobrania bez opłat
- Nowy Xbox przed PS6? Potężna konsola może zostać ujawniona jeszcze w 2026 roku!
- Przenośne PS6 ma otrzymać moc TEJ karty graficznej! Miłośnicy mobilnego grania jeszcze tego nie widzieli
- MEGA oferta Xbox Game Pass na styczeń! 9 hitów na początek roku – pierwsze 5 już jest!


