Apple TV ostatnio decyduje się nie chwalić filmami, które produkuje, a w międzyczasie wypuszcza również do kin. Takim oto sposobem człowiek wybiera się do multipleksu na seans, a tam wita go logo z nadgryzionym jabłkiem. Powody przyjęcia tej strategii przez dystrybutorów nie są do końca znane, ważne bowiem, żeby słupki w Excelu się zgadzały, a nie żeby widownia wiedziała co i jak. Jeśli ktoś w kinie jednak nie był i nie przeżył tego samego szoku - już za chwilę będzie mógł obejrzeć najnowszą produkcję Apple TV z domowej kanapy! I to bez szoku!
Urokliwy romans osadzony po drugiej stronie życia okazuje się być zaskoczeniem tygodnia albo miesiąca. Czy warto pójść do kina na "Eternity. Wybieram ciebie"?