Home Testy Mobile HD Dwa miesiące z Galaxy S10+. Smartfon kompletny?
Dwa miesiące z Galaxy S10+. Smartfon kompletny?

Dwa miesiące z Galaxy S10+. Smartfon kompletny?

5.39K
5

Od rynkowej premiery najważniejszych smartfonów w portfolio Samsunga minęło 60 dni, w trakcie których na temat nowych „Galaktyk” powiedziano i napisano niemal wszystko. Temat nie ominął w zasadzie żadnego medium technologicznego, czyniąc sztandarowe słuchawki Koreańczyków z Południa najgorętszą premierą pierwszego kwartału 2019 roku. Na przestrzeni tych dwóch miesięcy mierzyliśmy się z najwyższym modelem z tegorocznej serii Galaxy: S10+. Urządzeniem niezwykle urodziwym, ale jednocześnie piekielnie drogim. Czas wyłożyć kawę na ławę. Czy flagowiec Samsunga to telefon kompletny? Oto moje dwa miesiące z Galaxy S10+.

Kontekst – Wojna o serca i portfele

Scenariusz od lat jest taki sam. Mniej więcej raz na 365 dni, podczas starannie przygotowanej, transmitowanej na cały świat konferencji, na scenie pojawia się człowiek, który skupia na sobie uwagę wszystkich obecnych na sali i przed ekranami. Widownia wstrzymuje oddech, a po chwili kurtyna z hukiem opada i oto poznajemy kolejny „najlepszy smartfon w historii”. Embargo medialne przestaje obowiązywać, a portale branżowe zalewają pstrokate materiały lansujące kolejny obiekt westchnień konsumentów.

Brzmi znajomo? Do niedawna powyższy opis znakomicie obrazował wrześniowe eventy Apple, podczas których przedstawiciele firmy z Cupertino obwieszczali światu radosną nowinę: „Oto nowy iPhone”. Dziś podobnej skali otoczka towarzyszy premierom kolejnych telefonów Samsunga. Pochłonięty przez lata pogonią za statusem równym kultowi nadgryzionego jabłka producent wyszedł wreszcie z cienia swojego największego konkurenta, jednocześnie – zdaniem wielu – detronizując go i obejmując prowadzenie w wyścigu o innowacyjność oraz o serca i umysły (i portfele) klientów.

Dwa miesiące z Galaxy S10 Plus. Smartfon kompletny
DJ Koh, szef działu mobilnego w Samsungu, podczas konferencji Galaxy Unpacked 2019

Kiedy dokładnie tego dokonał? Tu zdania są podzielone. Prawdopodobnie stało się to (lub też proces ten rozpoczął się) mniej więcej w 2016 roku, wraz z premierą modelu Galaxy S7, w którym udoskonalono i rozwinięto pionierski pomysł zaimplementowania w telefonie zakrzywionego wyświetlacza. W kolejnych latach ten efektowny, choć nie zawsze praktyczny zabieg stał się niejako wizytówką flagowych smartfonów Samsunga, będąc ich wiodącą cechą wizualną wyróżniającą serię Galaxy S od konkurencji.

Nie inaczej jest w S10+. To telefon, który wizualnie wyróżnia się na tle urządzeń innych producentów. Podsumowując te dwa miesiące, zacznijmy więc spojrzeniem na design urządzenia i sprawdźmy jak jego konstrukcja wpływa na codziennie użytkowanie.



Design – Diament oszlifowany prawie w pełni

Od kilku lat, Samsung usilnie dąży do minimalizacji ramek wokół ekranów swoich smartfonów. Podobny cel postawiła sobie większość konkurencji, na czele z Apple. Kilku producentom plan stworzenia urządzenia z ekranem zajmującym cały przód telefonu już się powiódł, jednak nie bez kompromisów. Dla przykładu, w Oppo Find X mamy do czynienia z mechanizmem wysuwającym z obudowy przednią kamerę, dzięki czemu uniknięto konieczności umiejscawiania jej z przodu telefonu (na podobne rozwiązanie zdecydował się też notabene… Samsung, implementując je w swojej serii A na 2019 rok). Uważa się z resztą, że rok 2018 był czasem popularnych „notchy”, a więc wcięć, które w mniejszym lub większym stopniu ograniczały wielkość ekranów, natomiast w tym roku branża znacznie chętniej eksperymentuje z wysuwanymi aparatami przednimi. Na rynku znajdziemy więc całą gamę urządzeń, których zastosowano jedno z powyższych rozwiązań.

Samsung poszedł własną ścieżką, prezentując jeszcze w ubiegłym roku, kilka własnych pomysłów na powiększenie procentowego pokrycia przodu smartfonów ekranem. Zdecydowano się na zastosowanie wcięć Infinity-O, w których umiejscowiono obiektywy. W tegorocznej linii Galaxy S znajdziemy dwa rozwiązania: okrągłe wcięcie z jednym aparatem w S10e i S10, w S10+ natomiast eliptyczne, z dwoma aparatami: jednym standardowym do selfie oraz drugim, który jest modułem RGB do wykrywania głębi ostrości w trybie portretowym. O funkcjonalności aparatów – także tych ulokowanych na pleckach urządzenia – przeczytacie w dalszej części artykułu.

Dwa miesiące z Galaxy S10 Plus. Smartfon kompletny
W ekranie Galaxy S10+ mamy do czynienia z eliptycznym wycięciem, które wzbudziło masę kontrowersji

Wracając do walorów wizualnych – najnowsze rozwiązanie Samsunga podzieliło branżę. Z jednej strony pojawiły się głosy, że owalne wycięcia w ekranie są tylko kolejnym kompromisem na drodze do opatentowania w pełni wolnego od „rozpraszaczy” ekranu, a na dodatek są źle ulokowane i nie prezentują się zbyt ładnie. Z drugiej zaś strony przyznawano, że Samsungowi faktycznie udało się zwiększyć procentowe pokrycie (ekran to ponad 88% przodu w przypadku S10+, o 5% więcej w porównaniu z S9), a wycięcia nie przeszkadzają w użytkowaniu. Osobiście staję właśnie po tej stronie barykady – podwójne wycięcie w S10+ nie dość, że nie przeszkadza, to jeszcze zdaje się dodawać uroku. Może to kwestia przyzwyczajenia, ale po kilkudziesięciu dniach, setkach odpalonych aplikacji i tysiącach wykonanych czynności, trudno mi powiedzieć o nim cokolwiek negatywnego. Nawet podczas dłuższej sesji z YouTube wycięcie w kształcie pigułki nie rozprasza i nie pozbawia cennych fragmentów obrazu. Tu minusem może być jedynie fakt, że rozciągnięcie oglądanego materiału do pełnego rozmiaru ekranu „ucina” nieco kontentu u góry i na dole (to sprawka dziwacznego formatu 19:9, ale z tym mieliśmy już do czynienia w poprzednich flagowcach Koreańczyków).

Dwa miesiące z Galaxy S10 Plus. Smartfon kompletny
Podczas pochłaniania treści wideo, wycięcie Infinity-O nie skupia na sobie naszej uwagi

Większość popularnych aplikacji, rzecz jasna również tych autorstwa Samsunga, radzi sobie z tym dodatkowym elementem ekranu prawidłowo. Zazwyczaj wokół wycięcia pojawia się dodatkowy pasek utrzymany w kolorystyce uruchomionej aplikacji, na którym nie zobaczymy jednak dodatkowej treści, a jedynie powiadomienia i statusy urządzenia. Najlepiej sprawdza się to rozwiązanie w ciemnych aplikacjach, takich jak np. Spotify czy też w trybie nocnym Messengera. Niektórzy, tak jak Netflix, zoptymalizowali już swoje aplikacje pod kątem rozwiązania Samsunga, wypełniając przestrzeń wokół wycięcia dodatkową treścią.

Dwa miesiące z Galaxy S10 Plus. Smartfon kompletny
Tak aplikacje Spotify, Facebooka i Netfliksa radzą sobie z wycięciem na przedni aparat

Mimo oczywistych prób ukrycia wycięć w swoich telefonach (zestaw tapet zaprojektowanych tak, by otwór Infinity-O ginął w ciemniejszym obszarze), Samsung bynajmniej nie wstydzi się swojego rozwiązania. Świadczy o tym prosta, ale genialna funkcjonalność uruchamiana podczas wykrywania przez telefon twarzy użytkownika. Podczas tego procesu, wokół wycięcia przez kilka sekund, wyświetla się zgrabna animacja uwypuklająca obecność wycięcia z obiektywami. Bardzo sprytny ukłon Koreańczyków w kierunku estetów.

Dwa miesiące z Galaxy S10 Plus. Smartfon kompletny
Do procesu rozpoznawania twarzy użytkownika, Samsung podszedł bardzo kreatywnie

Wróćmy jeszcze na chwilę do zakrzywionego ekranu, bowiem tu pojawia się pierwszy poważny zgrzyt. To rozwiązanie niewątpliwie bardzo efektowne i chętnie powielane przez konkurencję (Huawei, Oppo), jednak wyraźna krzywizna przedniej powierzchni Galaxy S10+ w połączeniu z zastosowaniem po bokach bardzo wąskich ramek powoduje, że smartfon ten znacznie traci na wygodzie użytkowania. Mówiąc krótko: podczas obsługiwania S10+ jedną ręką, na porządku dziennym są przypadkowe kontakty dłoni ze skrajnymi rejonami ekranu, który w żaden sposób nie chroni przed niepożądanym kontaktem. W efekcie bardzo często nie jesteśmy w stanie np. przewinąć czytanego tekstu czy otworzyć danej aplikacji. Nie wspominając o obsługiwanych jedną ręką grach, w których nierzadko liczy się przede wszystkim szybkość reakcji. Trudno mi zrozumieć dlaczego ten problem występuje w najnowszych „Galaktykach”, skoro w poprzednich modelach poprawki zastosowane w oprogramowaniu bardzo skutecznie chroniły przed takimi sytuacjami. Osobiście skazany jestem podczas zabawy na korzystanie z plastikowej obudowy, która eliminuje kłopot i znacznie zwiększa komfort użytkowania S10+. Odbywa się to jednak kosztem efektownego wyglądu „czystego” smartfona.

I tu przechodzimy jeszcze na chwilę do „plecków” S10+, które prezentują się fenomenalnie. Czarny panel skrywający trzy obiektywy na pierwszy rzut oka przywodzi na myśl rasowy supertelefon, a szklana powierzchnia okalająca aparaty i sensory (tak, wciąż możemy zmierzyć sobie puls oraz poziom nawodnienia i stresu) to prawdziwe dzieło sztuki. Poza piorunującym wrażeniem wizualnym nie jest jednak tak kolorowo. Tył S10+ brudzi się niemiłosiernie, zbierając każdy odcisk palca. Wydaje się wręcz, że nie ma w tej chwili na rynku smartfona, który „palcowałby się” w tak wysokim stopniu. Jeżeli więc przeszkadza nam ten mankament i jednocześnie jesteśmy w stanie poświęcić imponujące refleksy światła tańczące na „pleckach” naszego urządzenia (dostępnego w kolorach białym, czarnym, niebieskim i zielonym), warto zastanowić się nad inwestycją w obudowę lub – jak w moim przypadku – nie mniej efektowną naklejkę. Możemy zapomnieć o brudzie i ryskach.

Do procesu rozpoznawania twarzy użytkownika Samsung podszedł bardzo kreatywnie
Na rynku nie brakuje designerskich case’ów i naklejek upiększających plecki S10+

Tył urządzenia pozbawiono obecnego w poprzednich generacjach czytnika linii papilarnych, który po raz pierwszy ukryto pod ekranem w postaci czytnika ultradźwiękowego. O jego działaniu, podobnie jak o walorach ekranu AMOLED, przeczytacie w dalszej części tekstu.

Z rzeczy – wydaje się – oczywistych, warto jeszcze nadmienić, że Samsung po raz kolejny nie wycofał się z zastosowania tradycyjnego portu słuchawkowego. Czy zobaczymy go ponownie w kolejnej generacji? Tego nie wiemy, ale uważam, że możemy być za tę konsekwencję Koreańczykom wdzięczni.



Ekran – Czysta perfekcja z HDR10+

Niedościgniona jakość ekranów Samsunga stosowanych w telefonach od lat nie podlega dyskusji. Dość powiedzieć, że Koreańczycy z Południa, zaopatrują w ten kluczowy komponent swojego największego konkurenta – Apple. W Galaxy S10+ mamy do czynienia z ekranem Dynamic AMOLED (przechrzczony z obecnego w S9 Super AMOLED) o przekątnej 6,4 cala i rozdzielczości WQHD+ (3040×1440). Od razu w oczy rzuca się znacznie wyższa jasność w stosunku do poprzedników. Kolory wydają się być jeszcze wyrazistsze i żywsze. Tryb „żywy” cechuje szeroki zakres barw, bardzo zbliżony do kinematograficznej przestrzeni DCI-P3. Z poziomu ustawień możemy oczywiście zmieniać zarówno rozdzielczość jak i tryby ekranu.

Na rynku nie brakuje designerskich case’ów i naklejek upiększających plecki S10+
Producent oddał w nasze ręce szereg ustawień odpowiedzialnych za dostosowanie wyświetlacza do naszych preferencji

Jak to wygląda w praktyce? Po dwóch miesiącach zabawy nie mam żadnych wątpliwości, że w tym aspekcie Samsung po raz kolejny zawiesił konkurentom poprzeczkę bardzo wysoko. I będzie to zapewne robił jeszcze bardzo długo. Osobiście podczas korzystania z S10+ używam najmniejszej możliwej czcionki, a mimo to nie mam najmniejszych kłopotów z pochłanianiem wyświetlanych treści. Uzależniłem się też od wysokiej jakości materiałów dostępnych na YouTube, bo mam pewność, że na ekranie AMOLED zobaczę każdy szczegół.

Największą nowością dotyczącą właściwości ekranu Galaxy S10+ jest oczywiście wsparcie dla HDR10+. Włączając tę właściwość przed nagraniem materiału wideo, otrzymujemy poprawę kontrastu i barw. Z punktu widzenia użytkowników innych smartfonów – znaczną. Jak dużą HDR10+ robi różnicę, przekonałem się słuchając pierwszych reakcji rodziny i znajomych na treści nagrane w lokalizacjach bogatych w kolory i cienie. „Wow, ale kolory!”; „Jakie to wyraźne!”, „Nagrywałeś to telefonem?” – to tylko niektóre z nich. Poniżej mała próbka możliwości S10+ z zastosowaniem tej autorskiej technologii. Pamiętajmy jednak, że efekt poprawy jakości w pełni odczują tylko użytkownicy odtwarzający ten materiał na urządzeniu wspierającym HDR10+:

Dwa miesiące z Galaxy S10 Plus. Smartfon kompletnyMateriał wideo nagrany z aktywowanym wsparciem dla HDR10+. Dla stabilizacji obrazu użyłem DJI Osmo Mobile 2

Powyższy fragment nagrałem z zastosowaniem żyroskopowego stabilizatora. Trzeba jednak zaznaczyć, że S10+ ma też na pokładzie własny mechanizm stabilizacji, który ma pomóc w nagrywaniu kontentu bezpośrednio „z ręki”. Nie gwarantuje on jednak naturalnie poziomu stabilizacji gwarantowanego przez profesjonalne akcesoria żyroskopowe. Do tego droga jeszcze bardzo daleka i wyboista. Pokuszę się nawet o stwierdzenie, że Samsung mocno przesadził prezentując tę opcję w materiałach marketingowych. W reklamie bowiem bohaterka rejestruje obraz, poruszając się na desce surfingowej po lekko niespokojnych wodach, a to, co „wypluwa” S10+ po zastosowaniu stabilizacji, jest znacznie bardziej imponujące niż efekt uzyskany w rzeczywistości, podczas zwykłego spaceru. Nie twierdzę jednakże, że jest to opcja zbędna; wręcz przeciwnie, w moim Galaxy stabilizacja jest stale włączona i wyraźnie pomaga. Ale to jeszcze nie „to”.

Mankamenty ekranu Dynamic AMOLED? Na przestrzeni dwóch miesięcy nie stwierdziłem żadnych. Nie oznacza to oczywiście, że przedni panel Samsunga jest absolutnie nieskazitelny. Problem w tym, że jego właściwą wytrzymałość stwierdzić można dopiero po długich miesiącach, a czasem latach użytkowania. W sieci – przede wszystkim na oficjalnym fanpage’u marki – krąży spora ilość nieprzychylnych opinii wskazujących na wypalanie się pikseli i przebarwienia w dolnej i górnej części ekranu. Sam natrafiłem na problem przebarwień w Galaxy S7 Edge, modelu z 2016 roku; wystąpił on półtorej roku po zakupie. 60 dni po zakupie AMOLED w S10+ to po prostu „żyleta”.

Dwa miesiące z Galaxy S10 Plus. Smartfon kompletny
Precyzja ekranu Dynamic AMOLED wydaje się być niedościgniona

Jeśli mowa o ekranie, to nie można zapomnieć o wspomnianym wcześniej ultradźwiękowym czytniku linii papilarnych. Samsung wreszcie zdecydował się na umiejscowienie tego mechanizmu pod ekranem. I wywołał tym niemałe kontrowersje. Pojawiły się wątpliwości, czy takie rozwiązanie dorówna precyzją „tradycyjnym” mechanizmom biometrycznym (ten zastosowany w S10e działa błyskawicznie). Mówiąc szczerze, nie dorównał. Krótko po premierze działał niepoprawnie, rozpoznając zapisany wcześniej „obraz” palca bardzo losowo, raz na kilka prób. Między bajki można też było włożyć zapewnienia Samsunga, że zadziała on nawet wtedy, gdy nasze palce będą wilgotne lub nawet mokre. Po kilku tygodniach widać jednak znaczną poprawę. Po drodze software doczekał się wielu paczek aktualizacji, które znacznie usprawniły biometrię. Wciąż nie jest to jednak poziom, do którego przyzwyczaiły nas swoimi czytnikami zlokalizowanymi w obudowach najdroższe urządzenia konkurencji. Jeśli do tego skonfigurujemy sobie w naszym S10+ rozpoznawanie twarzy, ultradźwiękowego mechanizmu będziemy używać bardzo rzadko; zaryzykuję bowiem tezę, że „face unlock” Samsunga dorównał już temu znanemu z ostatnich iPhone’ów.

Dwa miesiące z Galaxy S10 Plus. Smartfon kompletny
Czytnik biometryczny wkomponowany w ekran to duży krok naprzód. I spore ryzyko.


Aparaty – Multum możliwości w trzech wymiarach

Jest jedna, specyficzna przestrzeń, na której szczególnie często dokonuje się obecnie porównań flagowych smartfonów poszczególnych marek. Wszystkie „słuchawki” mogą być atrakcyjnie wizualne, wydajne i wyposażone w precyzyjnie oddające rzeczywistość ekrany, ale dziś prawdziwą sztuką jest zaimplementowanie w telefonie aparatu, który wniesie coś świeżego do świata mobilnej fotografii. Znakomicie wypadł zestaw obiektywów zastosowany w debiutującym niedawno na rynku Huawei P30 Pro. Zoom obecny na pokładzie tego smartfona jest po prostu kosmiczny. Ale czy S10+, który swoją premierę miał zaledwie miesiąc wcześniej, także zdołał czymś zaskoczyć? Zdecydowanie tak.

Zaskoczył ultraszerokokątnym obiektywem zmieszczonym pod tylnym panelem. To rozwiązanie znamy już z nowszych Samsungów ze średniej półki, ale dopiero w S10+ sprytnie wykonane w ten sposób zdjęcie powoduje opad szczęki. Nawet biorąc pod uwagę brak możliwości ustawienia ostrości na interesujący nas punkt i widoczne zakrzywienia obrazu w rogach, ten obiektyw to prawdziwy „gamechanger”. Poza nim mamy też do dyspozycji tradycyjnie teleobiektyw oraz obiektyw szerokokątny.

Dwa miesiące z Galaxy S10 Plus. Smartfon kompletny
W aplikacji aparatu wybieramy pożądany obiektyw spośród trzech opcji

Poniżej spora dawka zdjęć porównawczych wykonanych w szwajcarskiej Genewie i w Alpach.

Dwa miesiące z Galaxy S10 Plus. Smartfon kompletny

Niezmiennie cieszy zabawa zaserwowanymi przez Samsunga trybami „Live Focus”. Fantastycznie wypada szczególnie funkcja „Kolorowy punkt”. Nie jest jednak perfekcyjnie; aplikacja aparatu ma tendencję do mylenia pierwszego planu, który zaznaczymy, z drugim, ale dzieje się to na tyle rzadko, że nie skreśla w moich oczach tej opcji.

Dwa miesiące z Galaxy S10 Plus. Smartfon kompletny

W pakiecie z S10+ dostajemy też do zabawy tryb nocny i choć zdjęcia robione z jego użyciem nie mogą się równać w kwestii odwzorowania rzeczywistości z tymi wykonywanymi za dnia, to jednak różnica w zestawieniu z fotografowaniem po zachodzie słońca bez tego trybu jest zauważalna:

Dwa miesiące z Galaxy S10 Plus. Smartfon kompletny
Tryb nocny staje w szranki z trybem tradycyjnym

Nałogowych użytkowników Instagrama na pewno ucieszył zaimplementowany w aplikacji aparatu specjalny tryb dedykowany temu serwisowi. Można już skończyć z narzekaniem na kiepską jakość zdjęć „strzelanych” aplikacją Instagrama i zżymaniem się na konieczność importowania fotek z galerii. Teraz dzieje się to automatycznie, przy zachowaniu wysokiej jakości zdjęć. Czy przydało mi się to przez te dwa miesiące? Zdecydowanie, to bardzo dobry ruch ze strony Koreańczyków.

Najmniej mam do powiedzenia o obiektywach zlokalizowanych z przodu S10+, w wycięciu ekranu. Wykorzystanie modułu RGB do wykrywania głębi ostrości oraz dwóch trybów obiektywu (stosując szerszy zmieścimy na zdjęciu więcej osób) to z pewnością duży plus i na pewno wielka zaleta dla miłośników selfie, jakości tych zdjęć nie można jednak określić określeniem mocniejszym niż „solidne”. Takiego właśnie poziomu można było się spodziewać po topowym telefonie i dokładnie taki Samsung „dowiózł”.

Czy aparatowi nowego Galaxy czegokolwiek brakuje? Po debiucie P30 Pro już wiem, że tak. Patrząc na zdjęcia wykonane nim przy użyciu 10-krotnego zoomu hybrydowego można zastanawiać się, czy to jeszcze fotografia mobilna, czy może Huawei wkroczył na chwilę do świata potężnych obiektywów stosowanych w profesjonalnych aparatach. Połączmy więc możliwości aparatów flagowców Samsunga i Huawei, a otrzymamy narzędzie kompletne.



Wydajność – Potężnie, czyli zgodnie z oczekiwaniami

Najdroższego przedstawiciela nowej rodziny Galaxy wyposażono w mocarny procesor Exynos 9820 oraz 8GB pamięci RAM. Można więc było oczekiwać performance’u na najwyższym poziomie. I taki duet podzespołów udowodnił mi, że więcej po prostu nie potrzeba. Od pierwszego dnia użytkowania S10+ aż do dziś, telefon ani na moment się nie „zachłysnął”. Już na samym początku, kuszony doniesieniami pierwszych testerów, uruchomiłem po kolei kilkadziesiąt aplikacji, które następnie kolejno wywoływałem, sprawdzając wydajność smartfona. Nie zrobiło to żadnego wrażenia na Galaxy, który kolejno ukazywał moim oczom aplikacje w dokładnie w takim stanie, w jakim je zostawiłem. Dziś, po 60 dniach, taki zabieg przebiega identycznie. Mankamentem może tu być jedynie to, że krótko po premierze niektóre aplikacje nie były jeszcze do końca zoptymalizowane do pracy na nowym Galaxy; zdarzało się, że samoistnie zamykał się Instagram, a Slack przez kilka tygodni nie działał w ogóle.

Gaming na Galaxy S10+? Doskonałe doświadczenie. Pod warunkiem, że korzystamy z case’a, który ułatwia trzymanie smartfona w dłoniach lub posiadamy specjalny kontroler do gier z uchwytem na nasz telefon. Rozrywka jest tu możliwa na najwyższych ustawieniach graficznych, a lagi po prostu nie występują. W ciągu dwóch miesięcy przetestowałem większość z najbardziej wymagających wydolnościowo gier, ale żadna z nich nie zdołała sprawić S10+ kłopotu.

Dwa miesiące z Galaxy S10 Plus. Smartfon kompletny
Gaming na Galaxy S10+ to czysta przyjemność. Gdyby jeszcze tylko urządzenie było nieco poręczniejsze…

Wiemy zatem jak sytuacja ma się po 60 dniach użytkowania, jak jednak S10+ będzie się sprawować po roku lub dwóch latach w kieszeni? To oczywiście zagadka, jednak nauczony doświadczeniami z poprzednimi generacjami Galaxy S zakładam „w ciemno”, że wciąż będzie bardzo solidnie. Utwierdza mnie w tym przekonaniu poprawiona konserwacja tego smartfona (pieszczotliwie nazwana przez Koreańczyków z Południa „Pielęgnacją urządzenia”), czyli system odpowiedzialny za optymalizowanie pracy telefonu i kontrolę nad wszystkimi „odpalonymi” aplikacjami.

Słów jeszcze kilka o baterii w Galaxy S10+. Mamy tutaj do czynienia z akumulatorem o pojemności 4100 mAh. To spory skok względem 3500 mAh skumulowanych w S9+. Mimo to nie jestem w pełni usatysfakcjonowany możliwym do „wykręcenia” czasem pracy. Z jednego prostego powodu: ekran w nowym Galaxy jest znacznie większy od tego w poprzedniku z „plusem”, a do tego – o czym wspomniałem wcześniej – nieco jaśniejszy. W praktyce zatem nie odczułem żadnego progresu w tym obszarze; nadal po pełnym, dosyć aktywnym dniu pracy, odstawiam smartfona z maksymalnie dwudziestoma procentami energii. Po ośmiu godzinach snu pozostaje już zazwyczaj ok. 12%, zatem na noc w gnieździe ładowania S10+ obowiązkowo ląduje kabelek. Jeśli spojrzymy na statystyki zużycia energii, pierwszym winowajcą praktycznie zawsze będzie sama aktywność ekranu – chyba, że akurat niemiłosiernie „katujemy” urządzenie grami lub filmami na YouTube. S10+ jest więc wciąż bardzo wydajny, jeżeli chodzi o baterię, ale ujmując to kolokwialnie – szału nie ma.

Imponujący wyświetlacz = imponujący pobór energii

Czas potrzebny do pełnego naładowania naszej pojemnej baterii też mógłby być sporo krótszy. Zazwyczaj, by do tego doprowadzić, ładowarka potrzebuje niemal dwóch godzin. Zdecydowanie za długo.

Nowością jest możliwość bezprzewodowego dzielenia się energią z innymi urządzeniami, pod warunkiem, że takowe mogą tę energię przyjmować. W praktyce więc lista ogranicza się do zaledwie kilku nowszych modeli smartfonów i inteligentnych zegarków. Drugim warunkiem jest posiadanie na pokładzie S10 co najmniej 30% energii. Takie dzielenie się baterią może być co prawda przydatne i poratować w podbramkowej sytuacji, odbywa się też jednak w żółwim tempie.



System – Wreszcie nakładka godna uwagi!

W trakcie kilku ostatnich lat, stałem się fanem „czystego” Androida. Takiego, jaki oferuje nakładka systemowa obecna w serii Pixel od Google. Problem w tym, że Samsung w każdej kolejnej wersji swojego oprogramowania konsekwentnie stawiał na oryginalność. Ikony aplikacji zawsze wydawały się nieco za duże, a użytkownik na każdym kroku bombardowany był masą mniej lub bardziej potrzebnych informacji. Możliwości personalizacji, mimo iż dalece bardziej zaawansowane niż np. w systemowo zamkniętym i prostolinijnym iPhone’ie, wciąż pozostawiały spory niedosyt. W efekcie, w przypadku swoich kolejnych smartfonów podążałem ścieżką innych sfrustrowanych wyglądem producenckich nakładek użytkowników: pobierałem zewnętrzny launcher, otwierając sobie drogę do niemal nieograniczonej swobody w procesie personalizacji.

Aż do momentu, w którym Koreańczycy wpadli na koncept One UI. Oni sami swoją najnowszą nakładkę opisali w następujący sposób: „One UI pomaga Ci skoncentrować się na tym, co najważniejsze. Dzięki harmonijnemu współdziałaniu sprzętu i oprogramowania, skupisz się na najważniejszych elementach, korzystając ze swojego telefonu w maksymalnie naturalny sposób”. Brzmi jak obietnica doświadczeń podobnych do tych znanych ze „stockowego” Androida. I w rzeczy samej tak właśnie to wygląda.

Samsung Galaxy S10+ zadebiutował już z One UI działającym pod kontrolą Androida 9 Pie. Dałem sobie kilka dni na podjęcie pierwszej kluczowej decyzji: z którego launchera będę korzystał na co dzień. I po raz pierwszy w mojej wieloletniej przygodzie z producenckimi nakładkami, nie miałem ochoty nic zmieniać. Do dziś nie odczuwam takiej potrzeby. One UI rzeczywiście jest niesamowicie intuicyjny, a przy tym bardzo nowoczesny i świeży. Momentami naprawdę ma się wrażenie, że to „czysty” Android. Wszystko jest tu poukładane i logiczne. I nawet nieco ograniczone możliwości personalizacji zbytnio nie przeszkadzają. Prawdziwym strzałem w dziesiątkę jest tryb nocny, po którego aktywowaniu interfejs znakomicie zlewa się z ramkami wokół ekranu oraz wycięciem Infinity-O. Imponuje też swoboda obsługi telefonu jedną ręką. Nawet pomimo monstrualnych rozmiarów S10+, Samsungowi udało się znacznie ułatwić jego obsługę. Wszystkie najważniejsze, „klikalne” dane wyświetlają się teraz w dolnej części ekranu. W ciągu dwóch pierwszych miesięcy z One UI wielokrotnie uwolniło mnie to od potrzeby „poratowania się” drugą ręką, w której niosłem akurat zakupy lub trzymałem kubek.

Dwa miesiące z Galaxy S10 Plus. Smartfon kompletny
One UI to bardzo intuicyjna i przejrzysta nakładka. Najwyższy czas
Dwa miesiące z Galaxy S10 Plus. Smartfon kompletny
One UI to bardzo intuicyjna i przejrzysta nakładka. Najwyższy czas

Przestałem też wreszcie narzekać na wygląd i rozmiar ikon aplikacji. Jestem przy tym w pełni świadomy, że o gustach się nie dyskutuje, aczkolwiek odnoszę wrażenie, że nie jestem w swoich zachwytach nad designem nowej nakładki odosobniony.



Dźwięk – Dolby Atmos robi różnicę

Jak gra Galaxy S10+? Dobrze, bardzo dobrze. Dwa stereofoniczne głośniki nastrojone we współpracy z AKG tworzą w połączeniu z obsługą Dolby Atmos bezsprzecznie jedne z najlepszych doświadczeń dźwiękowych w historii smartfonów. Kiedyś podczas słuchania muzyki lub grania normą było dla mnie używanie słuchawek, teraz natomiast coraz częściej mam ochotę po prostu użyć S10+ jako głośnika „zaopatrującego” całe pomieszczenie; nie boję się też budować klimatu podczas grania bez zestawu słuchawkowego.

Dwa miesiące z Galaxy S10 Plus. Smartfon kompletny
Głośniki stereofoniczne zlokalizowano nad ekranem oraz na spodzie smartfona. Grają bardzo czysto
Dwa miesiące z Galaxy S10 Plus. Smartfon kompletny
Głośniki stereofoniczne zlokalizowano nad ekranem oraz na spodzie smartfona. Grają bardzo czysto

Samsung w Galaxy S10+ oddał nam do dyspozycji kilka przydatnych ustawień odpowiedzialnych za jakość dźwięku. Możemy więc m.in. dostosować rodzaj efektu przestrzennego Atmos (preset „Muzyka” najlepiej sprawdza się też podczas grania). Jest ponadto – obecny również w poprzednich generacjach – „Adapt Sound”, czyli system odpowiedzialny za dostrojenie dźwięku do naszych własnych preferencji słuchowych. Osobiście po skorzystaniu z tej opcji nie zauważyłem niemal żadnej różnicy w jakości, wynikać to jednak może z faktu, iż nie należę do audiofili i nie posiadam słuchu absolutnego.

Dwa miesiące z Galaxy S10 Plus. Smartfon kompletny
Audiofile mają się czym pobawić


Podsumowanie – Warto?

Galaxy S10+ to telefon wart grubo ponad 4 tysiące złotych, na którego przeciętny Polak – według skrupulatnych wyliczeń – musi obecnie pracować około miesiąca. Logika podpowiada więc, że to bezwstydny „skok na kasę” i niepotrzebny luksus. Jeżeli jednak oczekujemy od telefonu czegoś więcej, niż tylko funkcji dzwonienia, swobodnego przeglądania sieci i odtwarzania muzyki, zakup nowej „Galaktyki” jawi się już bardziej jako inwestycja.

Jeśli zatem telefon musi spełniać dla Ciebie jednocześnie role podstawowego narzędzia pracy, centrum rozrywki audiowizualnej na najwyższym poziomie, niemal profesjonalnego aparatu fotograficznego i kamery oraz przenośnego dzieła sztuki, to bardzo możliwe, że poszukujesz właśnie S10+.

Perpetuum mobile wciąż jednak nie wynaleziono. To nie jest telefon idealny. Ma swoje mankamenty, a nad niektórymi z nich trudno przejść do porządku dziennego nawet po dwóch miesiącach użytkowania. Mimo to wydaje się, że Samsung oddał w nasze ręce smartfon niemal kompletny. Po 60 dniach użytkowania podsumuję go następująco:

PLUSY

  • Przepiękny, futurystyczny design
  • Ogromny ekran Dynamic AMOLED z obsługą HDR10+
  • Poprawiony system rozpoznawania twarzy
  • Ultraszerokokątny obiektyw w tylnym aparacie
  • Potężna wydajność
  • Nakładka systemowa One UI
  • Niezmiennie topowa jakość dźwięku z Dolby Atmos

MINUSY

  • Utrudnione użytkowanie spowodowane krzywizną ekranu
  • „Plecki” zbierają wszystkie odciski palców
  • Niedopracowany ultradźwiękowy czytnik biometryczny
  • Powolny proces ładowania baterii

Dwa miesiące z Galaxy S10 Plus. Smartfon kompletny

Cena : Samsung Galaxy S10+ : od 4 399 zł


Przeczytaj artykuł odnośnie ocen oraz wyróżnień na HDTVPolska.com:

Jak testujemy wyświetlacze na HDTVPolska.com? Czemu testy wyświetlaczy są najbardziej profesjonalne w Polsce i jedne z najlepszych na świecie?


(5385)

Comment(5)

  1. Telefon fajny,ale największym jego minusem to chyba cena . Porównywalnego Xiaomi MI9 mozna kupić za 2 tyś zł . http://www.antutu.com/en/ranking/rank1.htm W rankingu wydajności też Chińczyk wypada lepiej.
  2. gangi007 gangi007 napisał(a):

    Samsung z cenami ściga się z Apple.Tylko zapomnieli że są z Koreii ,a na markę pracuję się latami.

  3. 22 godziny temu, kklos napisał:

    Porównywalnego Xiaomi MI9 mozna kupić za 2 tyś zł . http://www.antutu.com/en/ranking/rank1.htm W rankingu wydajności też Chińczyk wypada lepiej. 

    Wydajność to nie wszystko. Ale faktycznie nie wiem czy różnica między tymi  telefonami warta jest dwukrotnie wyższej ceny.

  4. Oczywiście Samsung jest lepszy ,ma lepszy aparat i lepszą matrycę (ekran ) , ale nie jest to różnica warta dopłaty 2 tyś zł .  Samsung powinien kosztować  tysiąc mniej .

  5. Te ceny są tragiczne. Najlepszą opcją teraz na rynku jest xaomi mi9. Za jakieś 1600zl mam smartfona idealnego ze wszystkim.