1 lutego na Netflix wleciał film, który zdobył 2 Oscary! Genialna produkcja już w ofercie!
Jestem oczywiście świadom, że dziś mamy już czwarty dzień miesiąca, ale lepiej późno, niż wcale, prawda?
Pewnego razu… w Hollywood Quentina Tarantino nie trzeba raczej nikomu przedstawiać. Nie oznacza to jednak, że nie można obejrzeć go ponownie!
Albo po raz pierwszy, nie oceniam. Jeśli faktycznie ominął was seans kinowy ostatniego filmu Quentina w 2019 roku, ale jako takie pojęcie o jego twórczości w sumie macie, to możecie przeżyć za chwilę ciężki szok. Pewnego razu… w Hollywood to najbardziej Tarantinowy film Tarantino i zarazem najmniej Tarantinowy film Tarantino. Już tłumaczę – ta produkcja nie przypomina w obrazku poprzednich dokonań reżysera. Jest tu zaskakująco mało krwi i bluzgów, tempo opowieści jest niesamowicie niespieszne, a scenariusz został napisany w zaskakująco klasyczny sposób. Mimo tego (a może właśnie dzięki temu) Pewnego razu… w Hollywood (nie znoszę tego wielokropka) to najbardziej Tarantinowy film ze wszystkich dotychczasowych dokonań reżysera, najlepiej ukazuje bowiem jego zauroczenie audiowizualnym medium. To nie tylko list miłosny do kina, ale również świadectwo ewolucji reżyserskiego stylu. Tak dojrzałego tworu Quentina jeszcze nigdy na ekranie nie widzieliśmy. Nie oznacza to bynajmniej, że nie ma tu miejsca na szaleństwo!
W przygotowaniu jest również serialowa kontynuacja filmu, w której na ekran powróci odgrywany przez Brada Pitta kaskader Cliff Booth.
Za scenariusz projektu nadal odpowiada Quentin, jednak stołek reżysera oddal w tym przypadku swojemu koledze po fachu, którym okazał się być nie kto inny, jak sam David Fincher! Serial powstaje dla platformy Netflix.
Źródło: Netflix
Zobacz więcej:
(2)

