Powrót

Oskary 2018 – autorski komentarz

W nocy poznaliśmy już wszystkie filmy, które zgarnęły tegoroczne Oskary, a w związku z tym pozwalamy sobie “autorskim okiem” przyjrzeć się całej sytuacji. A wy czujecie się rozczarowani rozdaniem? Macie jakieś pretensje odnośnie którejś z kategorii? 😉

Chciałem zaznaczyć, że niestety nie zdążyłem nadrobić kilku oscarowych filmów, w tym “Tamte dni, tamte noce”, “Nić widmo” oraz “Czas mroku”. Oszczędzę sobie wypowiadaniu o tym, czego nie miałem okazji poznać, więc skupię się na tym, z czym styczność miałem.

W tym roku żaden obraz nie zdominował ilościowo statuetek, aczkolwiek niewątpliwie za największego wygranego można uznać “Kształt Wody”. Wybór ten niespecjalnie mnie mierzi tak jak 5 nominacji dla Lady Bird (do tematu wrócę jeszcze), ale też nie do końca zadowala pod kątem doznaniowo-estetycznym…

Kształt Wody

Dlaczego? Kształt Wody to przyzwoity w moim odczuciu film i nie odczuwam potrzeby hejtowania go, ale w esencji to (wizualnie, zdjęciowo, scenograficznie i kompozycyjnie, a nawet niektóre sceny i detale są bardzo zbliżone) taki Jean-Pierre Jeunet (Delicatessen, Miasto Zaginionych Dzieci i Amelia), tyle że mocno amerykańskim wydźwiękiem. W dodatku z lepiej wyważonym miksem fantasy z “nie-fantasy”, silniejszym elementem ludzkim i wypełniony większą ilością dialogów niż w pozostałych filmach del Toro, no i zapewne to kupiło Akademię. Takie mam wrażenie.

Odnośnie muzyki – uważam, że w tej kategorii powinien wygrać Hans Zimmer za Dunkierkę, film, w którym właśnie muzyka zdeterminowała montaż i choreografię wizualną. Owszem, jest nietypowa i dużo w niej niemal niekończących się kumulacji ekspresji, która praktycznie nie ma ujścia, bo ciągle brnie naprzód. Dla mnie jednak była zdecydowanie bardziej pamiętna, niż konwencjonalne dopasowanie się do bardziej emocjonalnych momentów, aby uwydatnić urok Kształtu Wody, wtedy kiedy reżyser założył, że ma być słodko, smutno czy strasznie. Kształt Wody obejrzałem wczoraj i kompletnie tej muzyki nie pamiętam, a Dunkierka rozbrzmiewa mi nadal od grudniowego seansu na Blu-ray.

Z drugiej strony powiem, że już Michael Shannon za swoją drugoplanową rolę w Kształcie Wody bardziej by zasługiwał na Oskary niż Sam Rockwell z Trzech Billboardów. Owszem, postać Rockwella jest bardziej złożona, w takim sensie, że następuje u niej subtelne duchowe oczyszczenie i w kontekście motywu przewodniego postaci, których działania rodzą się z nienawiści, świetnie pasuje do kreacji Frances McDormand, lecz uważam, że intensywność i wynaturzenie postaci Shannona było po prostu bardziej zatarła swój ślad na ekranie. No ale Shannon nominowany nie był, więc powiedziałbym, że już prędzej dałbym statuetkę Christopherowi Plummerowi, który był naprawdę wybitny we “Wszystkich Pieniądzach Świata”.

Kształt Wody

Co do emocjonalności, to nie uważam Kształtu Wody za wyjątkowo przejmujący film, choć definitywnie opierający się na pewnego rodzaju uroku i zespojony z niemą postacią Sally Hawkins. Jednak takie – nieobecne filmy wśród nominowanych – jak Wind River czy A Ghost Story (z takich, które realistycznie mogły być nominowane), mają znacznie potężniejszy wydźwięk emocjonalny, choć poniekąd może nie aż tak oczywisty (choć co do Wind River polemizowałbym). Nie łudzę się, że inne moje faworyty jak Personal Shopper czy Zabicie Świętego Jelenia mogłyby na cokolwiek tutaj liczyć.

Co do reszty, troszkę smuci mnie fakt, że Dunkierka została zepchnięta jedynie do wyróżnień za aspekty techniczne. W moim odczuciu film ten jest monumentalnym tryumfem Christophera Nolana jako reżysera totalnego (a także takiego, który w swoim obiektywnym stylu kręcenia tego obrazu w pewnym sensie istnieje bardzo intensywnie, jak i nie istnieje zarazem). Nieco też boli w kwestii Hoyte van Hoytemy, który musiał wykonać tytaniczną pracę z ważącymi 25-30 kg kamerami IMAX i zdziałać cuda by umieścić je na latających Spitfire’ach i w innych niewygodnych miejscach (choć Deakinsowi ogólnie należała się nagroda za całokształt). Jak już wyżej wspomniałem, żałuję, że Zimmer nie został nagrodzony Oskarem za ścieżkę muzyczną, z powodów, które uwzględniłem powyżej. Jeśli chodzi o liczbę statuetek, jest to przyzwoity wynik, lecz moim zdaniem umniejszają one Dunkierce jako filmowi. Z drugiej strony Blade Runner 2049, o ile był filmem, który filozoficznie ani psychologicznie mnie nie wgniótł, a fabuła w nim była bardzo liniowa i prosta (co uwidocznił ponowny seans, choć także w pozytywny sposób), jednak należały mu się techniczne nagrody, więc może to i lepiej, że dwie z nich poszły do właśnie twórców tego obrazu. Box office filmu był co prawda rozczarowujący, lecz z drugiej strony jest to też przekaz dla dużych studiów, że czasem opłaca się zaryzykować w śmiały, ambitny i autorski film większą ilość gotówki.

Dunkierka

W kwestii innych filmów, na pewno niektórzy mogą się poczuć zawiedzeni, że Trzy Billboardy nie wygrały najlepszego filmu, choć moim zdaniem nie jest to taki kaliber dzieła, jaki by na to zasługiwał (ale z drugiej strony bardziej moim zdaniem on był tego godzien niż Kształt Wody). Co do scenariusza, uważam, że Billboardy także mogły mieć i tam szansę, choć to bardzo dobrze, że Uciekaj! wygrało chociaż jedną statuetkę (a moim zdaniem powinno zgarnąć więcej), a tutaj nie mam pod tym względem zastrzeżeń. Jest to – nie lubię tego określenia wobec tego filmu (ale) – pierwszy horror, który został wyróżniony za oryginalny scenariusz.

Z innej strony, nie lubię życzyć nikomu nieszczęścia, ale czuję się usatysfakcjonowany tym, że Lady Bird nie wygrał żadnej statuetki. Nawet w skali ostatnich 15 lat i kilku tuzinów filmów jakie nawet nie były nominowane do Oscarów przez te 15 lat, jest to film niewybitny na jakimkolwiek poziomie. Płytki emocjonalnie i z przesłaniem reżyserskim które jest trywialne i mogło równie dobrze skończyć się 30 minut przed de facto finałem. Był to film który tak jak zeszłoroczny Logan Lucky bardzo chciałem polubić ale był w wykonaniu tak suchy (choć składniki w teorii wszystkie były), że absolutnie się nie dało. “Me Earl and the Dying Girl” czy “It’s a Kind of a Funny Story” są znacznie bardziej udanymi filmami takiego samego kalibru a na dodatek bardziej samoświadome. To “The Big Sick” (“I tak cię kocham”) powinien być tym niezależnym filmem w roli cichego faworyta, który każdy powinien pokochać. Nie to. Dawno nie czułem się tak literalnie wkurzony po seansie. Nie dlatego, że to zły film ale dlatego, że mierny w kontekście tego co mu się przypisuje. Nawet w kontekście filmów traktujących o szukaniu i określaniu własnej tożsamości, uważam niemiecki dramat / horror Thelma za bardziej wartościowy.

Lady Bird

Jeszcze powracając do I tak cię kocham – dla mnie z filmów nominowanych do Oscarów, jest to największy przegrany, bo tylko ubiegał się o jedno wyróżnienie, a moim zdaniem powinien ich otrzymać przynajmniej 5, a kolorytu dodaje jeszcze, że historia ta jest oparta na faktach, choć wydaje się niesamowicie nieprawdopodobna. Szkoda mi troszkę też tego, że Baby Driver nie otrzymał Oskara za montaż dźwięku, a reżyseria Edgara Wrighta w symbiozie z muzyką jest wręcz piorunująca.

To tyle, odnośnie moich wrażeń na szybko jeśli chodzi o Oskary, a jakie są wasze? Czujecie się rozczarowani rozdaniem? Macie jakieś pretensje odnośnie którejś z kategorii? 😉

(3456)