Home Strefa filmu Recenzje filmów kinowych i seriale Hellboy | RECENZJA | Film kinowy
Hellboy | RECENZJA | Film kinowy

Hellboy | RECENZJA | Film kinowy

1.01K
0

Hellboy nie był dobrym filmem, był za to… interesująco zły. Było widać, że reżyser się starał i miał dobre chęci. No, ale sami wiecie, jakie miejsce jest nimi wybrukowane…

Seans z Hellboyem był dość osobliwym przeżyciem. Od samego początku zdawał się przekazywać mi znaki, że nie będzie to kino wysokich lotów. Jednak w trakcie niedorzecznej liczby skoków między jedną lokacją a drugą, zarazem byłem w jakiś dziwny sposób ciekaw, co wydarzy się dalej. Ta ciekawość natomiast nie do końca przełożyła się na frajdę. Z drugiej strony, przynajmniej było widać starania…

Hellboy

Hellboy ma ten problem, że w przeciągu 120 minut filmu stara się w nie upchać absurdalnie dużo zawartości. Shazam! całkowicie zminimalizował mitologię własnego komiksu, otwierając się jako dzieło przystępne dla każdego. Hellboy sam w sobie jest z natury zawiły, a film tutaj absolutnie nie zrobił niczego dla widza, by ten mógł dobrze za wydarzeniami podążać. Jakby reżyser Neil Marshall myślał, że przenosząc nas z jednego miejsca w drugie na złamanie karku przekłada się na stworzenie angażującej intrygi. Żeby jeszcze potrafił nas w nią emocjonalnie wciągnąć… Ale, bądźmy fair – to nie do końca jego wina.

Przede wszystkim zawiódł tutaj scenariusz. Można było poćwiartować wątki, zebrać 1/10 z nich i przede wszystkim porządnie się na nich skupić. Było tutaj wystarczająco dużo momentów by eksplorować dramaty emocjonalne, ale nie wyeksponowano żadnego z nich. Każda ze scen była głośna ale zostawiała po sobie niewielkie echo…

Hellboy

Mimo wszystko trudno odmówić Marshallowi fantazyjności, która w dziwny sposób nieustannie przyciągała uwagę. Strona wizualna oraz tempo filmu były bez zarzutu, a niektóre jego elementy z osobna były fascynujące. Wykonanie przeróżnych bestii i brutalność jest mocnym atutem Hellboya. Flaki do pewnego stopnia działają, póki nie zalewa ich olej. Szkoda tylko, że przy nadmiarze wątków, w pewnym momencie przestało mnie wszystko obchodzić. Niestety reżyser w żadnym z momentów nie potrafił nadać scenom błyskotliwości ani zabawności, wtedy kiedy powinien. A widać było, że próbuje taki efekt osiągnąć. Nie do końca też wyszedł którykolwiek z teledyskowych montażów. Marshall nie potrafił zrobić z muzyki pożytku i przekonująco jej użyć by wzbogacić film. Była płaska, oklepana i monotonna – zamiast wprowadzać ożywienie, nużyła. Z reguły tego typu sekwencje mają w założeniu pomóc uzyskać odwrotny skutek.

Hellboy

Jeśli chodzi o obsadę, to na plus zaliczę głos Stephena Grahama (Tommy z Przekrętu) i Daniela Dae Kima w roli Bena Daimio. Odnośnie tytułowej postaci, miałem wrażenie, że David Harbour (szeryf Hopper ze Stranger Things) czuł się niekomfortowo w każdej scenie i chciał jak najszybciej zakończyć udział we wszystkich z nich. Zupełnie jak to, co jego postać wnosiła do każdej rozmowy. Zamiast brylować charakterem i gadką, zachowywał się jakby ktoś mu wykonał trepanację czaszki. Oddam mu tyle, że wyglądał naprawdę dobrze i potrafił  przekazać wrażliwość i emocje pod tą twardą fasadą. Rozumiem, że miał być to „origin story”, a dwie sceny po napisach sugerują plany stworzenia nowej serii. Patrząc jednak na przyjęcie filmu i szanse w box office, zamiast rozpalić świat piekielnym ogniem, nowy Hellboy utknie w czyśćcu.

Monolith wraca do Cinema City. Począwszy od Hellboya

Ocena filmu: 2,5/6

(1008)

Jakub Krawczyński Gram od 1991, kocham moje hobby więc mam wszystkie konsole. Niemniej fascynuje mnie świat filmu, technologii i popkultury ogólnie, a poza dobrym kinem samym w sobie, doceniam także świetną jakość obrazu - tak w grach, jak i filmach.